Intelektualnie nieprzygotowany

28 września 2008 – 13:37

W dzisiejszym poranku Radia Zet pan Joachim Brudziński próbował przeforsować ciekawą tezę. Oddajmy głos mistrzowi słowa:

Brudziński: Proszę Pani, pan prezes Jarosław Kaczyński nigdy nie mówił o alimentach, to sam pan Ludwik Dorn zupełnie niepotrzebnie rozpętał tę dyskusję wokół swoich problemów rodzinnych.
Olejnik: Przepraszam ale…
Brudziński: Pan Jarosław Kaczyński nigdy nie mówił o alimentach
Olejnik: Mówił o alimentach w Sygnałach Dnia
Brudziński: W Sygnałach Dnia pan Jarosław Kaczyński mówił tylko tyle, że pan Ludwik Dorn przekracza pewne reguły obowiązujące w dobrym towarzystwie, być może tego typu określenia użył, chociaż nie cytuję na pewno dosłownie, na pewno nic nie mówił na temat alimentów.

Gdy Monika Olejnik zagroziła odczytaniem cytatów audycji, w której ewidentnie Jarosław opowiada o alimentach, Joachim się opamiętał i próbował ratować temat twierdząc, że mówiąc “nigdy nie mówił o alimentach” miał na myśli pierwszą wypowiedź prezesa w Sygnałach Dnia, a nie drugą wypowiedź prezesa w Sygnałach Dnia. Było to całkiem zabawne, ale najlepszy był komentarz odnośnie postawy Przemka Gosiewskiego:

Ja się czuję w obowiązku ani w żaden sposób przygotowany również intelektualnie, emocjonalnie do tego, żeby wypowiadać się na temat wartości chrześcijańskich, które wciela w życie pan mój przełożony, szef klubu parlamentarnego, pan Przemysław Gosiewski.

LOL.

Sami święci

26 września 2008 – 13:49

Zaczęło się od tradycyjnego wywiadu Jarosława Kaczyńskiego dla tradycyjnego Polskiego Radia, prowadzonego przez tradycyjnego Jacka Karnowskiego. Prezes rzekł w te słowa:

Niemniej Ludwik Dorn jest człowiekiem, który złamał pewne reguły gry w sposób drastyczny. No, łamie je niestety także w innych dziedzinach życia i to być może doprowadzi do dalszych konsekwencji. I tyle mogę w tej sprawie powiedzieć.

Podobno Jacek Kurski w audycji radiowej uściślił, że chodzi o unikanie płacenia alimentów przez Dorna. Kilka dni później odniósł się do swoich słów tak:

Ja nie mówiłem, w ogóle nie użyłem słowa „alimenty”, natomiast bardzo eufemistycznie streściłem tezę jakichś artykułów, które w setkach tysięcy nakładów prasy się ukazywały, ale to jest problem pana Ludwika Dorna. Są w życiu sakramenty, są pewne sprawy, których trzeba przestrzegać i nie zawracać opinii publicznej tym głowy. Ale to nie myśmy zaczęli, tylko media, prasa, i to wielkonakładowa.

W końcu Jarosław Mądry wypuścił kilka gromów na głowę Ludwika:

Rzeczywiście jest tak, że Ludwik Dorn, także w tych pozapolitycznych dziedzinach życia, postępuje w sposób, który - dla mnie przynajmniej, mówię tutaj o moim osobistym poglądzie - jest absolutnie nie do zaakceptowania, chociaż nic nie wiem o tym, żeby nie płacił alimentów. Wiem o tym, że chce te niewysokie jak na sytuację jego dwóch córek alimenty jeszcze obniżać. I mówię wprost - to dla mnie jest absolutnie niemożliwe do zaakceptowania. Jeżeli ktoś się decyduje w bardzo już dojrzałym wieku jak na takie rzeczy na kolejne małżeństwo i ma z nich dzieci, to ma obowiązek tak pracować, żeby mieć pieniądze na wszystkie dzieci. Jeżeli nie potrafi, to nie powinien się decydować na takie przedsięwzięcia. To jest rzecz poza dyskusją i ja swojego zdania w tej sprawie nie zmienię.

Przemek Gosiewski oczywiście stanął murem za prezesem Jedynej Słusznej Partii i dodał:

Polityk powinien przestrzegać wartości nie tylko podczas wystąpień z mównicy sejmowej. Wartości, także chrześcijańskich, warto przestrzegać we własnym życiu osobistym.

Zapomniał tylko o jednym drobnym szczególe. Do Dziennika napisała była żona pana Gosiewskiego, Małgorzata:

Pan Przemysław Gosiewski płaci na swoje dziecko 600 zł. Teraz na czas trwania sprawy alimentacyjnej w trybie zabezpieczenia sąd podwyższył tę kwotę do 700 zł. Czyli od lipca pan Przemysław płaci 700 zł. I nie partycypuje w żadnych innych kosztach wychowania dziecka. […] Chciałabym, żeby była to kwota, która pozwoli mi utrzymać dziecko na odpowiednim poziomie, choćby w części porównywalnym do poziomu pozostałych dzieci pana Przemysława. [..] Chodzi o to, żeby pamiętać, że ma się dzieci. W tym roku dziecko nie było nawet na wakacjach, bo nie stać mnie na to.

Oczywiście kolejnym cytatem (który ciągle jeszcze nie padł - gwoli wyjaśnienia dla niektórych dyskutantów zdanie stosuje czas przyszły!) będzie oświadczenie Jarosława Zawsze Stojącego Po Stronie Krzywdzonych Dzieci, który oznajmi:

Postępowanie mojego ulubionego posła Przemysława Gosiewskiego jest absolutnie niemożliwe do zaakceptowania. Jeżeli ktoś się decyduje w bardzo już dojrzałym wieku jak na takie rzeczy na kolejne małżeństwo i ma z nich dzieci, to ma obowiązek tak pracować, żeby mieć pieniądze na wszystkie dzieci. Jeżeli nie potrafi, to nie powinien się decydować na takie przedsięwzięcia. To jest rzecz poza dyskusją i ja swojego zdania w tej sprawie nie zmienię.

Chyba, że prezes PiS-u stosuje dwie normy moralne - jedną dla oponentów, drugą dla popleczników… Ale nie podejrzewamy go o taką dwulicowość!

Aktualizacja: A żeby było weselej, to informujemy za Pardonem, że pani Małgorzata Gosiewska była w 1998 roku księgową w biurze poselskim Ludwika Dorna. Ta afera ma jeszcze potencjał rozwojowy…

Aktualizacja 2: Tym razem mamy list obecnej żony Ludwika Dorna, z którego wynika, że płaci on na dzieci o wiele więcej, niż pan Gosiewski…

Łączna kwota alimentów, które płaci obecnie miesięcznie mój mąż, poczynając od stycznia 2006 roku, to 3600 złotych. […] Za pośrednictwem DZIENNIKA kieruję do nich gorącą prośbę i apel: zostawcie wreszcie naszą rodzinę w spokoju! Do rozstrzygnięcia czy żądanie obniżenia alimentów jest zasadne czy nie, nie jest właściwy pan Kaczyński z partyjnymi kolegami, jakikolwiek polityk, była żona mojego męża, mój mąż czy ja. Tu będzie decydował sąd rodzinny i niech władze żadnej partii nie wchodzą w jego rolę.

Z kroniki IPN-u

25 września 2008 – 15:40

Dla rozluźnienia ostatnio napiętej atmosfery politycznej proponujemy film z kroniki IPN-u o Jarosławie Kaczyńskim. Nie znamy źródła nagrania, ale podejrzewamy wszędobylskie palce Szymona Majewskiego.

Magiczne 240 PLN

24 września 2008 – 20:32

Ostatnio problemy premiera oscylują wokół kwot kilkusetzłotowych. Najpierw było usprawiedliwianie nieobecności za 300 PLN, potem okazało się, że przyjęcie w Polsce waluty euro będzie kosztować emerytów 240 PLN miesięcznie. Oddajmy głos krynicy mądrości:

Polskie Radio, 24 września 2008

Jacek Karnowski: W Zielonej Górze zdaje się dwa dni temu stwierdził pan, że na wprowadzeniu europejskiej waluty emeryci mogą stracić nawet 240 złotych miesięcznie. No i można przeczytać choćby w Internecie pytania, skąd akurat taka kwota.
Jarosław Kaczyński: Z prasy, to ktoś obliczył, już nawet nie pamiętam, gdzie to czytałem, ale to było po prostu wzięte z prasy, to nie były moje obliczenia.

Polskie Radio, 19 września 2008

Są nawet w prasie obliczenia, że na przykład emeryta będzie to kosztowało 240 złotych. No to z punktu widzenia człowieka mającego przeciętną, a już nie mówię o małych emeryturach, będzie po prostu ruina.

Gdzie premier znalazł te obliczenia? Puls Biznesu znalazł źródło informacji. Jest to raport pt. “Efekty zaokrągleń cen w Polsce po wprowadzeniu euro do obiegu gotówkowego” opublikowany na stronach www NBP. Spójrzmy na tabelę ze strony 29.

euro.gif

Tak, to prawda. Pojawia się tam wartość 240 PLN. W najmniej prawdopodobnym wariancie. I rocznie, a nie miesięcznie. W scenariuszu najbardziej optymistycznym według tego samego raportu wzrost kosztów utrzymania emerytów wyniesie 5.60 PLN rocznie. Tak się w Polsce straszy emerytów.

Bezwiedny podpis

24 września 2008 – 13:13

Źródło: Polskie Radio (thx Jendras)

Na pewno pamiętacie, jak dwukrotnie opisywaliśmy sprawę usprawiedliwień poselskich (tutaj i tutaj). Dzisiaj dowiedzieliśmy się, dlaczego wśród usprawiedliwień nieobecności podczas obecności znalazło się również to podpisane przez Jarosława Wielkiego. Posłuchajmy (zwracając uwagę na cudne pierwsze zdanie).

Tam jest kilka usprawiedliwień, które rzeczywiście trzeba wyjaśnić, no bo w żadnym razie nie było tak, że można przyjąć do wiadomości, że wyjaśnienia były prawdziwe, natomiast pozostałe usprawiedliwienia używają różnych formuł, które zwykle się w takich sytuacjach wyjaśnia, i oznaczają jedną z dwóch rzeczy albo dwie naraz, to znaczy albo po prostu ktoś uważa, że tego rodzaju nieobecność powinna być usprawiedliwiona, tylko nie opisuje tego dokładnie, albo też podpisał takie usprawiedliwienie bezwiednie, bo usprawiedliwienia z reguły przygotowują biura poselskie i to jest wraz z innymi papierami dawane do podpisu i to jest, można powiedzieć, czynność w jakiejś mierze rutynowa. Bo te inne usprawiedliwienia nie piszą żadnej nieprawdy. Ja przecież sam nie ukrywam, że bezwiednie właśnie podpisałem takie usprawiedliwienie. Ale stwierdzenie, że z innych niemożliwych do przewidzenia przyczyn nie jest nieprawdziwe. Nie mogłem przewidzieć, że marszałek Komorowski będzie w tak skandaliczny sposób prowadził obrady sejmu. Ale powtarzam: gdybym miał świadomość, że to jest akurat ten dzień, to bym tego nie podpisał. […] Ale proszę też pamiętać o jednej rzeczy – że jeśli się mówi o jakichś winach, nadużyciach czy walce o 300 złotych, to trzeba jednak te sprawy widzieć tak jak one rzeczywiście wyglądają, a wyglądają na ogół tak, że tymi kwestiami zajmują się inne osoby i ktoś może czasem coś podpisać jakby, tym bardziej że to nie jest żaden ważny dokument, w sposób bezwiedny właśnie.

Pozostaje mieć nadzieję, że ten pan już nigdy niczego dla nas ważnego bezwiednie nie podpisze…

Polecamy także dogłębną analizę (z udokumentowanymi przykładami) bezwiednego podpisania w Muzeum IV RP.

O co chodzi

22 września 2008 – 19:50

Szanowni Czytelnicy, Jarosław Kaczyński w końcu odsłonił przed światem prawdziwe intencje rządu Donalda Tuska. Myśleliśmy, że buduje drugą Irlandię, kandyduje na prezydenta albo zwiedza świat. Tymczasem okazuje się, że…

Analizując model władzy przyjęty przez Donalda Tuska, nie można bowiem nie brać pod uwagę grup establishmentu i różnego rodzaju sieci społecznych, w tym tzw. brudnych, które wywierały wpływ na rządy III RP i dziś, po 2-letniej przerwie, znów jest ich czas. […] Rządy Donalda Tuska to nie jest polityka wyzbyta ambicji. Przeciwnie, ambicje są, i to wielkie: zdezintegrować społeczeństwo, podważając solidarność międzygrupową, międzypokoleniową i międzyregionalną. Zdezintegrować naród, rozbijając system edukacji, politykę kulturalną, w tym historyczną, media publiczne, wreszcie zdezintegrować państwo, likwidując de facto jego unitarny charakter i poddając je na różnych płaszczyznach wpływowi sieci zewnętrznych ośrodków decyzyjnych. Jest to, rzecz jasna, plan kamuflowany, odwołujący się do zmistyfikowanych wartości i interesów partykularnych lub zgoła do indywidualistycznie rozumianego utylitaryzmu, ale w istocie całkiem jasny i godzący zarówno w interesy całej wspólnoty, jak i indywidualne interesy ogromnej większości Polaków.

O co chodzi premierowi Kaczyńskiemu? Może to próba przyciągnięcia do PiS-u “intligencji”?

Niemożliwe do przewidzenia przeszkody w uzyskaniu 300 PLN

19 września 2008 – 13:37

bilonŹródło: Gazeta

Pamiętacie wydarzenia z 11 lipca 2008 r., gdy posłowie PiS w ramach bojkotu głosowania nad ustawą o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw opuścili salę obrad? Tuż po tym wydarzeniu posłowie zebrali się na sejmowych schodach i urządzili konferencję prasową w czasie której Jarosław Kaczyński przemawiał z wcześniej przygotowanej trybuny w towarzystwie 141 posłów swojej partii. Według regulaminu Sejmu za nieusprawiedliwioną nieobecność na głosowaniu poseł traci 300 zł. Okazało się jednak, że posłowie PiS zaczęli masowo składać usprawiedliwienia, aby tę kwotę odzyskać. Widoczni na zdjęciu z konferencji posłowie tłumaczyli swoją nieobecność na sali obrad między innymi: „poważnymi, niespodziewanymi problemami zdrowotnymi”, „wizytą w TVN24”, a nawet „odsłonięciem tablicy pamiątkowej”. Przemawiający były premier Jarosław Kaczyński trafił na „niemożliwe do przewidzenia przeszkody”, a widoczny w jego tle były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro miał w tym czasie „inne ważne sprawy poselskie”.

Czy to już jest szczyt?

17 września 2008 – 22:07

Źródło: Gazeta

W ramach bojkotu TVN najpierw posłowie PiS-u ustawiali się bokiem do kamery. To było bardzo zabawne. Potem jeden z głównych polityków PiS-u pojawił się w TVN, ale w całkowicie innej roli i w związku z tym uznał, że bojkot dalej popiera. To było już przezabawne. Wydawało się, że lepszy numer trudno będzie wywinąć, ale jednak nie doceniliśmy polityków tej jakże konsekwentnej partii.

Dzisiaj w TVN24 pojawił się Zbigniew Girzyński. Jak pisze Gazeta:

Poseł zapewniał, że partyjny bojkot przerywa jednorazowo, by zaprotestować przeciwko “bezpardonowemu atakowi” na historyków [a konkretnie Cenckiewicza z IPN-u] ze strony Platformy Obywatelskiej. Girzyński zapowiedział, że to nie koniec bojkotu a on sam zamierza wystąpić o karę dla siebie za złamanie partyjnego zakazu.

Jaki może być kolejny krok konsekwentnego bojkotowania TVN-u? Czekamy na propozycje, bo nam pomysły się skończyły.

Oczy wilcze czy zmatowione?

15 września 2008 – 16:58

Źródło: Politbiuro

Poseł Karski bacznie przygląda się oczom ministra Sikorskiego. Najwyraźniej politycy PiS-u otrzymali polecenie, by wziąć przykład z Jarosława, który u Tuska wypatrzył wilcze oczy i także wykazać się celnymi obserwacjami. Zaczął poseł Karski, który w wywiadzie powiedział tak:

Trudno powiedzieć z czego wynikają te szczególne cechy charakterologiczne. Może są w genach, no. Także ten jakby zmatowiony wzrok może też wynikać z czegoś innego. Oglądałem wystąpienie Sikorskiego na konferencji w Avignonie i powiem szczerze, byłem troszkę zaniepokojony, no ale może to wynikało z wysokiej temperatury w tym momencie.

O ile jeszcze można by zrozumieć, że Jarosław Kaczyński pilnie spoglądał w oczy Donalda Tuska, szukając tam zapowiadanych cudów, to już na miejscu Radka Sikorskiego czulibyśmy się mocno zaniepokojeni czuło-badawczym spojrzeniem posła Karskiego. Czekamy na Jacka Kurskiego komentującego przekrwienie siatkówki Palikota.

Telefon z Filipin

13 września 2008 – 21:20

Co prawda z lekkim opóźnieniem, ale nie możemy tego nie opisać. Kilka dni temu, ok. 22.30 na antenę Radia Maryja dodzwonił się Przemysław Edgar Gosiewski. Wypowiadał się na temat losów stoczni, lecz trudno to jednoznacznie potwierdzić - głos mu się łamał, zapewne ze wzruszenia. Niektórzy komentatorzy sugerują, że chodziło o złą jakoś połączenia telefonicznego, ponieważ Edgar dzwonił z Filipin. Posłuchajcie sami:

Boomp3.com

Boomp3.com

Boomp3.com

Jak skomentował swoją niedyspozycję Edgar? Udzielił w tej sprawie wywiadu Dziennikowi:

ANNA WOJCIECHOWSKA: Co się stało, że odpowiadał pan tak niewyraźnie na pytania na antenie Radia Maryja?
PRZEMYSŁAW GOSIEWSKI: Pierwsze słyszę, że mówiłem jakoś niewyraźnie czy coś takiego.

A jednak. Każdy, kto słuchał, potwierdza, że coś było nie tak. Urywał pan zdania, niektórych pana słów w ogóle nie można zrozumieć. Co się stało?
Udzieliłem normalnego wywiadu. Mogę tylko tyle stwierdzić.

Ale dlaczego tak dziwnie pan mówił?
Nie wiem, czy mówiłem wyraźnie, czy nie. Udzieliłem wywiadu, tak jak udzielam tysiące innych.

No właśnie nie. Tym razem coś nie tak było z pana mową.
Ale ja nic więcej nie jestem w stanie powiedzieć. Udzieliłem wczoraj z pięć czy sześć wywiadów i chyba też dla Radia Maryja. Zresztą przeszkadzano mi, bo byłem akurat z żoną, która strasznie tego nie lubi.

Mówił pan niewyraźnie, bo się pan bał żony?
Nie. Uważam, że udzieliłem normalnego wywiadu.