Odkrycia tvp.info
19 mar 2010 – 08:19Serwis tvp.info podaje sensacyjną wiadomość – Radek Sikorski kupił swój dyplom za 10 funtów!
Dziennikarzowi, który na to wpadł, należy się medal, uścisk dłoni prezesa (a w zasadzie dwóch, PiS-u i SLD) i egzemplarz książki Sikorskiego „Strefa zdekomunizowana”, otwarty na stronie 48.
.com
28 odpowiedzi na “Odkrycia tvp.info”
Kampania się rozkręca. Jeśli już teraz pojawiają się takie ‘rewelacje’ to co usłyszymy za parę miesięcy? Coś czuję, że po tej kampanii historia z dziadkiem z wermachtu wyda nam się dżentelmeńskim zagraniem.
Tohver dnia 19 mar 2010 | zablokuj
Co tu komentować pyszałek Sikorski po prostu usiłuje robić wrażenie, że tyle studiował na tym Oksfordzie i ma aż 2 dyplomy. Tyle że jeden jest pamiątkowy. Sam z reszta twierdzi, że Anglicy odbieranie dyplomu uważają za niegodne dżentelmena, co świadczy jakim dżentelmenem on sam jest. Po prostu słoma z butów wyłazi.
W tej chwili kampania rozkręca się w PO. Nietrudno zgadnąć komu zależy na ośmieszaniu Radsika. Na pewno nie PiS-owi. Komorowski byłby z pewnością trudniejszym kandydatem dla Lecha. Radsik w starciu z Kaczyńskim zostałby zdmuchnięty jak świeczka. Dlatego w interesie PiS-u jest aby to Radsik wytypowany zastał na kandydata na prezydenta z PO. A nie inaczej.
Rioletto dnia 19 mar 2010 | zablokuj
Trolle na wiosnę się mnożą…co prawda nie wiem co piszą na szczęście…
Co do TVP – standardy dziennikarstwa poszły w odstawkę albo było zamówienie…niestety jak oglądam raz na parę miesięcy wiadomości to odnoszę wrażenie że czasy rządów SLD na Woronicza to pikuś w porównaniu do wielkiej chwały „prezydenta który zatrzymał Rosję w Gruzji”…
lmt dnia 19 mar 2010 | zablokuj
@Rioletto
U nas, w Polsce, niestety nie ma tego typu tradycji, i chcąc zachować pracę, Sikorski musiał pokazać dyplom.
Oczywiście, mógł zakrzyknąć: „Ależ, waćpan, skończyłem Oksford i kto mi nie wierzy, z tym się spotkam na ubitej ziemi”, ale w Polsce także tej tradycji już nie ma.
szapiel dnia 19 mar 2010 | zablokuj
@Rioletto
„z reszta”
Nie, dzisiaj bez.
„Po prostu słoma z butów wyłazi.”
Projekcja: przypisywanie innym swoich wad.
Co tu komentować, ciemniak Rioletto usiłuje sprawiać wrażenie, że zna się na etykiecie, tradycji i protokole.
Proletariat po raz kolejny usilnie pcha się na salony. Wracaj do swojego robotniczo-chłopskiego, PiSiego grajdołu.
threepwood dnia 19 mar 2010 | zablokuj
Czego by nie mówić o Sikorskim, jedno jest pewne – on w swojej pracy na Oxfordzie o Leninie nie pisał. Ale może to właśnie jest dla niektórych problem?
wujek_manfred dnia 19 mar 2010 | zablokuj
@Rioletto
Zazdrość? Nic dziwnego, bo Ty zdaje się nie skończyłeś żadnych studiów. Bo gdybyś skończył, to wiedziałbyś, że rzeczą normalną jest wnoszenie drobnych opłat za odebranie dyplomu z dziekanatów.
dość dnia 19 mar 2010 | zablokuj
Tak jak pisałem tu już nieraz – nie przepadam za Sikorskim. Nie jest to facet z mojej bajki – za dużo sztucznego luzu, za dużo snobizmu. I jakby został kandydatem na prezydenta – owszem, głosowałbym na niego, ale niechętnie – bo mimo wszystko lepsza grypa niż syfilis.
Ale jak już przy tym jesteśmy – może drugi dyplom Sikorskiego jest – nie wiem – symboliczny, pamiątkowy czy ozdobny. Ale jest autentyczny. Nikt nie może mu zarzucić kłamstwa.
Natomiast jak już jesteśmy przy tym – tytułowanie Lecha Kaczyńskiego „profesorem” jest, delikatnie mówiąc, nieporozumieniem, albowiem tytuł „profesora uczelnianego” obowiązuje jedynie w czasie pracy na uczelni i „zanika” wraz z odejściem z etatu.
ryszard dnia 19 mar 2010 | zablokuj
Wolska to ciekawy kraj. Zeby byc wiceministrem powinno sie miec wyzsze wyksztalcenie, ale na stanowisku ministra, np. rolnictwa, juz nie trzeba. Wystarczy, ze sie umie podpisac i liczyc swoje.
kika dnia 19 mar 2010 | zablokuj
A ja to zeskanowałem i przerobiłem do formatu „doc” i wygląda tak:
Dyplom ukończenia Oksfordu, który wisi obok zdjęcia z kolegami z klubu, nosi datę dwudziesty trzeci marca 1993 roku. Dlaczego, skoro studia w Oksfordzie ukończył pan w latach osiemdziesiątych?
W Anglii stosunek do dyplomu jest całkiem inny niż w Polsce. Nie odbiera go zwykle około potowy absolwentów. Na ogól nie jest im potrzebny, ponieważ w Wielkiej Brytanii jeśli ktoś mówi, że skończył Oksford. to mu się po prostu wierzy. W razie potrzeby można to zweryfikować bezpośrednio na uniwersytecie. Moi koledzy ze studiów – nawet jeśli wydaje się to śmieszne – uważali odbieranie dyplomu za niegodne dżentelmena.
Mam zresztą w Chobielinle dwa dyplomy. Ten, który wisi w dworku, to dyplom mistrza nauk, a dyplom bakałarza- czyli poziom niżej – wisi u moich rodziców w leśniczówce. Oba noszą tę samą datę. Od wieków uznaje się, że dyplom bakalarza z Oksfordu albo Cambridge jest równie dobry jak dyplom mistrza innych uczelni. System działa tak, że po otrzymaniu dyplomu bakałarza jednego z tych uniwersytetów trzeba odczekać rok lub dwa, wysłać czek na piętnaście funtów i wtedy dostaje się dyplom mistrza.
Swój dyplom, ten pierwszy, odebrałem tylko dlatego, że okazał się niezbędny w Polsce. Moją pierwszą. całkowicie regularną pracą w kraju była posada wiceministra obrony narodowej. Przyszedł do mnie wówczas kadrowiec, powiedział, że ma delikatną kwestię i spytał, czy mógłby dostać mój dyplom. Wyjaśnił, że w papierach powinien być porządek, a wiceminister powinien mieć wyższe wykształcenie. Dyplom można było na szczęście otrzymać pocztą, ale i tak musiałem na niego czekać aż do następnego roku. Również z powodu angielskiej tradycji. Dyplomy przyznawane in absentia muszą bowiem zaliczyć uroczystą ceremonię wręczania dyplomów absolwentom, podczas której leżą na stole, i dopiero potem są wysyłane do nieobecnych.
Jak pan dziś wspomina Oksford?
Jeśli miałbym, dzięki nieskończonemu miłosierdziu boskiemu, zakwalifikować się do nieba, to chciałbym, aby było ono wiecznym studiowaniem na Oksfordzie.
Flogiston dnia 19 mar 2010 | zablokuj
@ryszardzie,
powiem więcej, to jest tzw. profesor „podwórkowy”. Dopóki pan doktor habilitowany przebywa na podwórku szkoły wyższej, której profesorem jest, można go tak tytułować, na zewnątrz „podwórka” szkolnego – już nie
Flogiston dnia 19 mar 2010 | zablokuj
@Flogiston
Można go tytułować i na zewnątrz, ale trzeba dodać „uczelniany” lub np. profesor PG, UJ czy Wyższej Szkoły Nauk Zbędnych i Niepotrzebnych w Kurozwękach. Tylko po co?
ryszard dnia 19 mar 2010 | zablokuj
Żeby go mile połechtać lub żeby uświadomić mu że jest takim prawie profesorem
w zależności od tego czy ten ktoś ma do siebie dystans czy nie. W przypadku Kaczyńskiego to tylko połechtać bo nikt mu przecież nie wmówi …
jakuszyn dnia 19 mar 2010 | zablokuj
Pan Sikorski przyjął obywatelstwo brytyjskie po zaledwie kilku latach pobytu w UK, złożył przysięgę na wierność Królowej Anglii i lojalność wobec Wielkiej Brytanii.
Pan Prezydent Kaczorowski po kilkudziesięciu latach przebywania na emigracji posiada tylko jedno obywatelstwo -Polskie.
Ot, taka różnica klas…
father boss dnia 19 mar 2010 | zablokuj
> Tak mi się przypomniało.
dżolo
Ryszard (odpowiedzual dzolowi na temat strajku ostrzegawczego)
> Sądzę że Lech Wałęsa albo miał genialną intuicję, albo wręcz zagrożono mu interwencją i po prostu w poczuciu odpowiedzialności strajk zablokował.
z ramienia PZPR negocjowal wtedy Rakowski – oczywiscie rozmowa byla – jak zawsze przy takich spieciach – „S” dala kolejna liste postulatow do spelnienia a wladza miala sie do nich ustosunkowac. Rakowski jednak dal do zrozumienia przedstawicielom „S”, ze – w przeciwienstwie do poprzednich rozmow – wladza doszla do konca swoich mozliwosic i wiecej ustepstw nie bedzie. Byl w miedzyczasie strajk ostrzegawczy (zdaje sie, ze godzinny), ktory mial pokazac wladzy, ze za „S” stoi narod. Byl to chyba najbardziej masowy strajk, w kazdym razie juz nigdy potem nie udalo sie „S” tak dobrze zmobilizowac ludzi do poparcia. Ryszard twierdzi, ze NRD i pewnie CSRS tylko czekaly na ten strajk. Pewnie i tak. Ale nawet jesli nie bylo by obcej interwencji – ciezko sobie wyobrazic, czym by sie skonczylo „zwyciestwo S”, a juz na pewno ciezko – w koncepcji jastrzebi „S” – przeciez znamy dzis to towarzystwo dobrze – przy calym szacunku dla pani Walentynowicz i mniejszym w stosunku do Gwiazdy – to osoby mzoe i chcialy zginac na stosie jako meczennicy i ich nic wiecej nie obchodzilo – dzisiaj nie maja nic ciekawego do powiedzenia i zyja w swiecie wlasnych niezbyt dobrz epoukladanych fantazji, a wtedy ?
I wcale nie jestem pewien, czy by narod tak bardzo poszedl wtedy za „S”, nie poszedl w grudniu 1981. Poszedl zas w roku 1989 – czy widzicie tu jakas logike ? Ja w kazdym razie widze – walczyc na barykadach moze chcialo 8%(takie sa szacunki socjologiczne kazdego spoleczenstwa),ale glos narodu (ktory nawet Gwiazda i Walentynowicz powinni sluchac) raczej woli taki srodki, ktore nie sa bezsensowne i bez sensu. Na przyklad glos w wyborach, zakladac wlasne komitety a nie palic ich, pelzajaca kontrrewolucja, moze nawet strajki. Nic dziwnego, ze to nie manipulacja Walesy, ze Walesa, Michnik czy Kuron cieszyl sie w tamtych latach o wiele wiekszym mirem, niz Gwiazda czy Walentynowicz, mimo, ze ci ostatni moze i bardziej pasowali „z definicji” do roli trybunow ludowych.
zlappande dnia 19 mar 2010 | zablokuj
@Rioletto
mieszkam na gruncie anglosaskim i moge jedynie potwierdzic to, co Sikorski mowi. Nigdy nikt nie zadal ode mnie pokazywania mojego dyplomu, tylko raz gdy staralem sie o prace w Urzedzie Miejskim – musialem dostarczyc im zarowno kopie (bez zadnych potwierdzen notarialnych) dyplomu plus tzw clearing z policji ( o niekaralnosci).
Polska jest szalenie zbiurokratyzowana, w dodatku przeplyw informacji jest bardzo niewydolny a podejrzliwosc wobec obywateli duza (moze i sluszna, skoro przeplyw informacji jest niewydolny). Niestety, smutna to prawda, ale rzeczy, ktore w anglosaskiej kutlturze zalatwia sie od reki i rzeczy, ktore tez wykrywa sie latwo, w Polsce – bez zyczliwej pomocy nie da nawet sie ruszyc. Sobiesiak nie jest bohaterem z mojej bajki, ale powiedzial politykom prawde (a szczegolnie Wassermanowi, ktory nie zmienil sie wiele od czasow PRLu), moze w niezbyt kulturalny sposob, ale niestety to prawda – polscy politycy generalnie wola sie zajmowac wymyslaniem swoich wlasnych fantazji, naprezaniem muskolow przed lustrem i zapewnianiem, jacy to oni bohaterowie, aby ukryc wlasna impotencje w tworzeniu polskiej rzeczywistosci.
Co taki Kurski czy Brudzinski czy Girzynski zrobili dla Polski ?
zlappande dnia 19 mar 2010 | zablokuj
@kika
minsiterstwo rolnictwa zasadniczo pada lupem czy to Samoobrony czy to „sojusznika” PSL – wiec pewnie masz odpowiedz.
formalnego wymogu nie powinno – moim zdaniem -byc, choc na pewno jest zastanawiajace, co szuka ktos , kto mial klopoty z ukonczeniem studiow. Wyjasnienie Sikorskiego powinno jednak byc wystarczajace, ale jeszcze raz powtarzam: nieudolny system informacji w Polsce sprzyja roznym dziwnym „docentom”, „profesorom”, „magistrom” wiec pewnie jednak dobrze, ze sie pewne sprawy sprawdza.
Pamietamy sprawe z Aleksandrem Kwasniewskim. To, ze nie mial tytulu magistra nie dyskredytuje go, bo (co latwo sprawdzic) byl bardzo dobrym studentem, zanim sie wzial za dzialactwo. Natomiast oczywiscie nie powinien „dla bolszoj jasnosti” dopisywac sobie tytulu. Fakt,ze jakby chcial to by tytul magistra zrobil i pewnie fakt, ze brak magistra bylby zle odbierany przez niezdecydowany elektorat, ale mogl sobie pozwolic na powiedzenie prawdy.
zlappande dnia 19 mar 2010 | zablokuj
Co do „profesury” prezia:
1. W tym, że tytułowany jest profesorem przez różnych przydupasów(pewnie zresztą nie tylko takich), nie ma nic przesadnie złego, bo sami pewnie tak tytułujemy do dziś swoich byłych nauczycieli z ogólniaka. Natomiast – co charakterystyczne dla zakompleksionych bufonów – LAK sam ma zwyczaj tak siebie tytułować („Ja jako profesor prawa …”)
2. Pomijając już ociekający Leninem i wiecznie żywymi ideami marsizmu doktoratem, ciekawy jest również jego perfekcyjnie profesorski dorobek naukowy po habilitacji – zachęcam do zapoznania się z faksimile oryginalnego kwestionariusza, sporządzonego na tę okoliczność przez Radę Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego w maju 1996 r. Znajdziecie je – oczywista oczywistość – w naszym Muzeum:
http://www.spieprzajdziadu.com/muzeum/index.php?title=Doktorat#Dalszy_b.C5.82yskotliwy_rozw.C3.B3j_kariery_naukowej_Lecha_Kaczy.C5.84skiego
jendras dnia 19 mar 2010 | zablokuj
jedna jeszcze rzecz nalezy pamietac, gdy mowimy o wydarzeniach bydgoskich. Dopiero wprowadzenie stanu wojennego pokazalo PRAWDZIWE OBLICZE komunistycznej wladzy i mozna bylo stwierdzic „partia trzyma sie na palach”. W grudniu 1981 roku duzo ludzi wystapilo wtedy z partii (m.in. Balcerowicz), co pokazuje, ze nawet majac swiadomosc wielu zbrodni komunistycznych z historii PRLu, wielu uznawalo wtedy, ze porozumienie z wladza PZPRowska jest mozliwe.
Grupa Rulewskiego miala za soba wsparcie PZPRowskich mlodych radnych w Bydgoszczy, Gazeta Krakowska (organ KW PZPR) byla w awangradzie odnowy i liczono sie z tym, ze moe cos sie jednak w tej partii przelamie.
Zeby nie pozwolic f.b. i innym zwolennikom „partiotom” na zboczenie w niewlasciwym kierunku – chce jeszcze dodac, ze Andrzej Zybertowicz wtedy zajmowal sie tez w Toruniu niczym innym, jak wskazowkami jak nalezy reformowac partie PZPR, wiec nie mozna twierdzic, ze tylko ci niewlasciwi sie pomylili a Gwiazda „wiedzial od poczatku”.
Gwiazda g..no wiedzial wtedy i g..no wie dzisiaj.
zlappande dnia 19 mar 2010 | zablokuj
Jeszcze jedna sprawa. W środowisku, w którym wtedy przebywałem/działałem (duża firma żeglugowa w Szczecinie) już wtedy był dość jasny podział na Solidarność „właściwą”- tą od Wałęsy, co do której consensus był, że tej gałęzi się trzymamy, i ludzi takich jak Gwiazda i Walentynowicz, którzy mieli zasługi, ale „przeginali”. Pamiętam, że nowo wybrana Rada Pracownicza firmy (do której się załapałem) uchwaliła, że dla równowagi to właśnie Annę Walentynowicz zaprosimy na nasze pierwsze posiedzenie(nie odbyło się z powodu stanu wojennego).
Potwierdzam to co mówi wyżej zlappande: zdecydowana większość z nas, mimo bojowych nastrojów, popierała Wałęsę i dążenie do unikania wojny.
Conrad dnia 19 mar 2010 | zablokuj
@zlappande
Wku….. – no, dobra, denerwują mnie ci wszyscy „genetyczni patrioci” i „rewolucjoniści dnia ostatniego” którzy wygłaszają dziś płomienne teksty potępiające a to „okrągły stół”, a to „ustępstwa w sprawie bydgoskiej” czy inne „zgniłe kompromisy”. Jakże łatwo być odważnym po 30. lub 20. latach – kiedy odwaga jest tańsza niż butelka po piwie. Jak beztrosko można dzisiaj szafować czyimś życiem i bezkarnie wygłaszać brednie o zdradzie w sytuacji kiedy ktoś przyjął na siebie odpowiedzialność i podjął decyzje nie mając żadnej pewności nie tylko co do ich słuszności, ale nawet osobistych konsekwencji.
A poza tym chciałbym kiedyś spytać pana Gwiazdy, pani Walentynowicz, pana Morawieckiego – gdyby w kwietniu 1981. doszło do interwencji – co powiedzieliby rodzinom ofiar z kopalni/stoczni/ portu/huty/FSO* (*niepotrzebne skreślić) wygłaszając „patriotyczne” przemówienie pod kolejnym „pomnikiem ofiar”?
W roku 1981 byłem świadomym i czynnym uczestnikiem tamtej „Solidarności” i jak miliony innych dałe się ponieść entuzjazmowi i – nie boję się tego powiedzieć – patosowi tamtych czasów. Ale zaręczam – nie miałem ani chęci, ani zamiaru szarżować na czołgi czy ginąć na barykadach. I jestem pewien że olbrzymia większość tych odważnych po czasie i tak ochoczo osądzających Wałęsę, Kuronia czy Mazowieckiego – pod esbecką czy sowiecką lufą miałaby pełne gacie i podpisałaby wyrok na własną matkę.
ryszard dnia 19 mar 2010 | zablokuj
nie koniecznie Ryszardzie nie koniecznie.
lak dnia 19 mar 2010 | zablokuj
wracajac do tematu:
gdyby Sikorski „kupil” swoj dyplom za kilka tysiecy funtow, to mozna by bylo podejrzewac, ze jest trefny. Szczegolnie dokument z Oxfordu.
Spytajcie sie na jakimkolwiek Bazarze, to Wam powiedza.
Ale jak ktos ma tylko piane na ustach, to nie moze myslec, bo mu fizjologia przeszkadza.
zlappande dnia 19 mar 2010 | zablokuj
> A poza tym chciałbym kiedyś spytać pana Gwiazdy, pani Walentynowicz, pana Morawieckiego – gdyby w kwietniu 1981. doszło do interwencji – co powiedzieliby rodzinom ofiar z kopalni/stoczni/ portu/huty/FSO* (*niepotrzebne skreślić)
Wiadomo, co by powiedzieli. Ze Ordon wysadzil redute Ordona, ze Matka Boska Czestochowska i przeor Kordecki, ze Ojczyzna nigdy nie zapomni. Ja nie podejrzewam Gwiazde i pania Walentynowicz o cynizm – ja tylko uwazam, ze sa to ludzie nie do konca powazni i najlepiej by bylo namowic tv publiczna, aby ich lansowala i aby faramzolili to, co im slina na jezyk przynosi, aby sie mit „wielkich bohaterow” skonczyl.
No bo „patriotyzm” ich roznosil – Wielki Ruch nie mogl by sie obejsc przecie bez nich. Podobnie jak (juz chyba pisalem) IV Rzeczpospolita to taka, na ktorej blizniacy stoja na czele – nie musi sie przeciez nic tak naprawde zmienic. Wazne, ze jest patos.
A propos – Stalin tez tak uwazal.
Tymczasem historia uczy jednego – kazdy kraj pod panowaniem dyktatorow, nawet w stylu Pilsudskiego – moze na krotka mete osiagnac nawet lepsze sukcesy od demokratycznych, ale na dluzsza mete – niestety, odpada i w dodatku im bardziej odpada, tym bardziej odstaje do tylu. Caucescu przecie tez byl patriota – postawil sie Zwiazkowi Radzieckiemu i jako jedyny z demoludu nie wyslal wojsk do Czechoslowacji.
zlappande dnia 19 mar 2010 | zablokuj
> Ale zaręczam – nie miałem ani chęci, ani zamiaru szarżować na czołgi czy ginąć na barykadach.
Ponownie bede podpierac sie tym, co chocby pisze Gunnar Paulson (o ratowaniu Zydow) – jest pewna granica czynow bohaterskich, ktore nawt nie mozna i nie powinno sie przekraczac.
Glupek zabijajacy milicjanta (wszelkie podobienstwa do bylego prezesa tv akurat przypadkowy, choc ilustracja dobra) tylko naraza reszte i sprawe, a kogo to obchodzi, ze mial szlachetny cel zaistniec ?
Pomocy Zydom udzielali ci, co potrafili, mogli i mieli szanse minimalizowac ryzyko – ocenia sie ich na 8 procent ludnosci Warszawy. Pomocy wiezniom w obozach udzielalo tez (o dziwo) 8% niemieckich straznikow. Zabicie gestapowca skutkowalo w egzekucji wielu Polakow, wiec czyny bohaterskie trzeba bylo umiec dobierac. Wyjatkiem od reguly (jak wiemy) bylo odbicie Rudego, tu akurat rozsadne dowodztwo Kedywu dalo sie „ublagac”.
Co prawda incydent bydgoski jest czyms zupelnie innym, ale kierownictwo „S” musialo zrozumiec, ze nie mozna caly czas powielac tych samych wzorcow, bo po sprawie Narozniaka wladza rzeczywiscie sie wycofala, ale jak sie okazalo, mzoe jednak stawic czola.
Nie wszyscy z kierownictwa jednak to rozumieli. Gwiazda sie wycofal i dlatego trudno miec o to do niego pretensje, ze myslal inaczej. Ale dziwi mnie, ze dzis pokutuje mit „niezlomnego Gwiazdy”. Moze i byl niezlomny, ale tez bez wyobrazni. Ten facet zreszta chyba nigdy nie byl w stanie zebrac swoich „genialnych mysli” w formie pisanej.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Gwiazda
zlappande dnia 19 mar 2010 | zablokuj
Piotr Wysocki „rozkrecil” powstanie na zasadzie: postrzelamy sobie w noc listopadowa a pozniej zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Nawet udalo sie dotrwac do roku 1831. Niesmak pozostal w gebie wszystkich polskich wieszczow (choc obwiniali za kleske inne czynniki). Takze Wyspianski do nich dolaczyl.
zlappande dnia 19 mar 2010 | zablokuj
Ktoś, kto w roku 1981. sądził że ówczesną władzę można było zmusić do ustępstw siłą był albo niespełana rozumu, albo maksymalnie oderwany od rzeczywistości. Parafrazując sławetne powiedzenie Urbana „rząd się wyżywi” można by było również stwierdzić że „rząd się obroni”. Próba siłowego rozwiązania ze strony „S” nie byłaby w żaden sposób możliwa -ani ze wzlędów technicznych, ani organizacyjnych, ani ideowych (ruch pokojowy), ani przede wszystkim mentalnych. Ludzie mówiąc wtedy władzy „nie” chcieli godnie żyć a nie godnie czy bohatersko umierać. Przy czym „godnie” oznaczało polepszenie warunków życia, a nie prawo do bohaterskiej śmierci.
Rok 1980. był możliwy dlatego że w dorosłe życie (przy czym nie mam na myśli 18.latków) weszli ludzie urodzeni już po wojnie albo pod jej koniec którzy nie przeżyli koszmaru okupacji a okres stalinizmu zbiegł się z wczesnym dzieciństwem – a więc nieobciążeni strachem i – powiedzmy szczerze – w pewnym sensie nieświadomi zagrożeń, natomiast jednak mający w pamięci rok 1970. i w związku z tym jednak ostrożni. Ale mimo wszystko niewielu z nas uświadamiało sobie na jak niebezpieczną ścieżkę wchodzimy. I wielkie dzięki Wałęsie za to że nas w miarę bezpiecznie przez to pole minowe przeprowadził.
ryszard dnia 19 mar 2010 | zablokuj
@zlappande
Po sprawie Narożniaka „wadza” wcale się nie wycofała, a grała dalej. Tylko mało kto reagował. Nie będę dociekał dlaczego tak sie stało, bo akurat obserwowałem nieco spaczony obraz historii. Trafiłem do celi w której siedział Narożniak kilka dni po jego uwolnieniu. Zwolniono Narożniaka z Sapełłą ale zostawiono Moczulskiego i dookoptowano następnych. Gdyby śp. Kobzdej nie założył Komitetu Obrony Uwięzionych za Przekonania pewnie przez następnych kilka lat gnilibyśmy w więzieniu.
dżolo dnia 19 mar 2010 | zablokuj