Polityka zagraniczna
6 września 2008 – 20:11
W poszukiwaniu ciekawego tematu na dzisiejszy wpis trafiliśmy na artykuł Waldemara Kuczyńskiego, który polecamy Waszej uwadze.
Podsumowując opinię prezydenta na temat tego, kto i w jakim zakresie powinien prowadzić polską politykę zagraniczną i kto z kim powinien ją konsultować:
Źródło: Konstytucja
Art. 146.
“Rada Ministrów prowadzi politykę wewnętrzną i zagraniczną Rzeczypospolitej Polskiej.”Art. 133.
“Prezydent Rzeczypospolitej w zakresie polityki zagranicznej współdziała z Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem.”
Czy potrzeba jeszcze jakiegoś komentarza?
66 odpowiedzi na “Polityka zagraniczna”
Szkoda tylko, że to dziennikarz wskazuje te artykuły. Czemu nie zrobili tego wcześniej np. Tusk albo Sikorski? Może z bojaźni przed Kaczyńskim? A może taki bajzel jest im na rękę?
Bumelant dnia 6 września 2008
Ależ wszystko jest w porządku. L. prowadzi politykę wewnętrzną, walczy o głosy wyborców.
Gdybacz dnia 6 września 2008
Przecież prezio i PiS wielokrotnie pozaywali, że nawet najwyższe prawo nie ma dla nich znaczenia, jeśli jest im nie na rękę. Konstytucja też. Ile to było jęków o zmianie ustawy zasadniczej, ile razy smęcili że im się niezawisłość sądów nie podoba, jak Lesio potraktował asesorów sądowych, którzy udowodnili że nie przeszli na ich stronę? Znowu “kalizm stosowany”? A poza tym niech się Lesio cieszy, że nasz ustrój jest tzw. “mieszany”, bo w klasycznym parlamentarno-gabinetowym mógłby swobodnie decydować w zasadzie jedynie o orderach i profesorach, a przy innych sprawach po prostu miałby podpisać papierek i koniec, nie mówiąc już o braku weta.
Dario dnia 6 września 2008
Przytaczałem te dwa miejsca w konstytucji już parę ładnych miesięcy temu. Po to jest konstytucja żeby jej przestrzegać. Niestety najwyższy przedstawiciel wyborców PiSu ma gdzieś konstytucję, na straży której powinien stać. Tusk i platforma niestety wykazała się w tej sprawie takim samym niezdecydowaniem jak w paru innych sprawach. Do dzieła panie premierze. Kolejny powód do postawienia prezydentowi Kaczyńskiemu zarzuty umyślnego łamania zapisów konstytucji (bo przecież jako prawnik musi znać konstytucję).
caleeb dnia 6 września 2008
Przecież to oczywiste drogi Watsonie, że konstytucja jest dobra gdy akurat jakiś jej artykuł pasuje PiS, natomiast nie istnieje gdy nie pasuje. Jak to leciało: Kali ukraść krowę… Wiem, powtarzam się.
Nonchallance dnia 6 września 2008
Lesio jest zajęty organizacją balu - proszę mu nie przeszkadzać bo dostanie rozwolnienia! Na ten bal krajowych tancerzy wpuszczać będą Kurtyka z Gwiazdą, którzy ubrani w elegancką liberię sprawdzą przy wejściu zgodność zaproszeń z ustaloną w katalogu listą najgroźniejszych obalaczy komunizmu z Jarkiem na czele! Głównym daniem firmowym na balu ma być kaczka pieczona z jabłkami, natomiast butelki gruzińskiego wina odkorkuje wystrojony w biały kitel z czerwoną kokardką w klapie (toż to przecież “lewicowiec”) Napieralski vel “Zapatero” i on też będzie napełniał kielichy gościom!
andre dnia 6 września 2008
Heh, a propos balu, dzisiaj rozmawiałem z bardzo dobrze orientującą się w organizacji takich imprez osobą i całkowicie wyśmiała kancelarię Lecha…
Ten bal ma być zorganizowany za jakieś dwa miesiące, tak?
No właśnie, a w przypadku zapraszania głów państw na różne imprezy trzeba “dać im cynk” przynajmniej na rok przed, mają przecież cholernie napięte grafiki.
Zaproszenie rzeczywiście wysyła się oficjalnie z 3 tygodniowym wyprzedzeniem, w tym się kancelaria prezia nie myli. Kłopot w tym że większość zaproszonych po prostu albo nie zmieści balu w kalendarzu albo będzie zmuszona sobie go w pośpiechu przerobić…
Czyli Lech narobił kłopotu wielu VIPom a duża część z nich pewnie i tak się nie pojawi… Brawo dla niego.
mlaskus dnia 6 września 2008
Przełom w polityce zagranicznej dokona się również na balu, gdy w czasie wykonywania kozaka przez Miedwiediewa nagle z za kotary wtargnie w prysiudach na parkiet sam Lesio, który wykonując “Taniec z szablami” Chaczaturiana zepchnie Miedwiediewa do rogu i zaprosi do tańca Szaakaszwilego! Oklaskom i prośbom o bis nie będzie końca!
andre dnia 6 września 2008
Interesujący jest jeszcze szacunkowy koszt owego balu. Oszacowana suma będzie dobrą wskazówką o ile należy zmniejszyć budżet kancelarii prezydenta przy projektowaniu budżetu państwa na 2009 rok!
andre dnia 6 września 2008
No co? Typowa przypadłość PiSu, wystarczy wspomnieć, że każda ich pisana naprędce ustawa była odrzucana przez TK, bo była niezgodna z Konstytucją RP - tak poważnie traktuje ją PiS.
threepwood dnia 6 września 2008
Dokładnie jest to art. 146 ust 4 pkt 9. Autor artykułu ma całkowita racje. Nie możne być tak, ze prezydent podciera się konstytucja. W myśl tego prezydent wypełnił znamiona deliktu konstytucyjnego. Odpowiedzialność konstytucyjne art 145. Chciałbym teraz wysłuchać komentarza Palestriny, który zapewne będzie nam tłumaczył, ze konstytucje pisał okład,i ze nie powinniśmy przejmować się jej zapisami. Viva El Presidente
szalony_iwan dnia 7 września 2008
ale mam jedno pytanie kto powiedział ze jeśli on zostanie prezydentem to jego brat nie będzie premierem??
anty-palestrina... dnia 7 września 2008
threepwood
Ja miałem przyjemność czytać orzeczenia TK wydane do ustawy medialnej i uchwały o powołaniu bankowej komisji śledczej Pis. Panie i Panowie profesorowie punkt po punkt rozwalają ustawy prawych i sprawiedliwych.Teksty pisane są bardzo rzeczowo, nawet laik je zrozumie. Np K 04/06- orzeczenie o ustawie medialnej
szalony_iwan dnia 7 września 2008
Już poprzednio Jadowity Brat pokazał w roku 2007, że można prowadzić kampanię wyborczą za pieniądze wyborców. Ociężały Lesio robi to samo - zaczął właśnie prezydencką kampanię wyborczą, w końcu zostało mu już tylko 837 dni …
Flogiston dnia 7 września 2008
Errata:
miało być “…za pieniądze podatników…”, a nie wyborców, bo to duża różnica!!!
Flogiston dnia 7 września 2008
A co do tego balu, to ja słyszałem na TVN (lub którymś z tematycznych kanałów) że takie imprezy rzeczywiście planuje się na co najmniej rok przed ich terminem. Właśnie ze względu na napięte grafiki. Ale czy kogoś tutaj dziwi, że Kaczorek Mniejszy może nie mieć pojęcia o czymś takim jak “napięty grafik głowy państwa”? Przecież to Jaruś mu wyznacza obowiązki, a i to pod wpływem bieżących wydarzen, przecież blokowania konkretnych prac rządu Tuska nie planuje się z rocznym, ani nawet miesięcznym wyprzedzeniem.
Dario dnia 7 września 2008
Niestety - przytoczone artykuły mają sie nijak do faktu, że ta sama konstytucja przewiduje np, że bez akceptacji prezydenta nie można powołać ambasadorów, a więc - przedstawicieli państwa polskiego, którzy realizują wespół z szefem MSZ politykę zagraniczną Polski. Podkreślić należy słowo - realizują - a nie tworzą ją, czy wyznaczają kierunki. Niestety przytoczone wyżej zapisy konstytucji okazują się nieprzydatne do ostatecznego uregulowania zakresu kompetencji poszczególnych ośrodków władzy. Bez opisu szczegółowego o tym, w jaki konkretny sposób urząd prezydenta reprezentuje Polskę zagranicą - dalej będzie tak, że osoby cyniczne i pozbawione zachamowań jak bracia K, mogą wykorzystywać zbyt ogólnikowe zapisy konstytucyjne do toczenia ich ulubionej endemicznej wojny. Podobnie jest w sferze obronności - konstytucja daje zwierzchnictwo sił zbrojnych prezydentowi i szczegółowo jeden z wycinków - politykę kadrową. I teraz dochodzi do całego zamieszania, bo co to znaczy owe zwierzchnictwo? W czym konkretnie się ono przejawia - czy jest to tytularny zwrot, a może realna władza decyzyjna - kolidująca z uprawnieniami szefa MON i całego rządu RP? Wszystko znowu zależy od interpetacji i dobrej lub złej woli. Reasumując - obecnie obowiązująca konstytucja jest do dupy.
Generał Electric dnia 7 września 2008
Kwaśniewska to mówiła, to chyba się zna na tym jako dziesięcioletnia Pierwsza Dama, nie? Zresztą akurat ona nie miała problemów z protokołem. A teraz z innej beczki: Tusk chyba liczy, że przy okazji pogorszenia naszych (i części UE) stosunków z Rosją Gazociąg Północny padnie. Z tym że Niemcy dalej mają z Rosją dobre stosunki i (jakkolwiek korzystne by to dla nas nie było) nie łudziłbym się. Choć argumentacja dobra, z tym że równie oklepana i przez to gremialnie olewana.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1355,title,Tusk-chce-wznowienia-debaty-ws-Gazociagu-Polnocnego,wid,10332858,wiadomosc.html
Dario dnia 7 września 2008
Uważam, iż powinien być jeden ośrodek władzy, podobnie jak jedno mandatowe okręgi wyborcze i konstytucyjna zasada (po zmianie konstytucji) wyposażania zwycięskiej w wyborach partii w taką ilość mandatów poselskich, która umożliwiałaby większość niezbędną do uchwalania ustaw i samodzielnego rządzenia. Urząd prezydenta, szczególnie po ostatnich niedobrych doświadczeniach, powinien zostać zlikwidowany lub ograniczony do pełnienia funkcji wyłącznie reprezentacyjnych. Jednocześnie należałoby zlikwidować Senat, który zastąpiłaby składająca się z prawników-specjalistów różnych rodzajów prawa Komisja Legislacyjna. Sejm w nowym kształcie winien liczyć nie więcej niż 200-250 posłów (parlament np. Finlandii liczy 200 posłów). Dyskusyjna jest kwestia zabezpieczeń konstytucyjnych i prawnych, które nie krępując inicjatyw rządowych z drugiej strony zabezpieczałyby taki system rządów od przerodzenia się w dyktaturę jednego ugrupowania politycznego. Postulowanych wyżej zmian nie jest w stanie dokonać żadna z istniejących dzisiaj partii. Winna powstać nowa partia, której jedynym programem byłoby dokonanie powyższych zmian i rozpisanie kolejnych wyborów ale już wg nowej konstytucji i ordynacji wyborczej! Zdaję sobie sprawę, iż taki scenariusz jest poniekąd utopijny ale nie ma innego wyjścia z istniejącego bezwładu!!!
andre dnia 7 września 2008
Bardzo popieram ideę balu pana prezydenta pod jednym warunkiem, iż będzie to bal pożegnalny i zarazem ostatni!
andre dnia 7 września 2008
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,5667754,Kaminski___Nie_ma_nic_zlego__w_kontaktach_Kwasniewski_Kaczynski.html
ciekawe czy Kwacha zaprosi.
Btw, na organizowanym przez PiS konferencji z okazji 30. rocznicy założenia Wolnych Związków Zawodowych nie bedzie ani Walesy ani Borusewicza. PiS stwierdzil ze “PiS jest odpowiedzialne za tę konferencję i zaprasza takich gości z jakimi życzy sobie występować”
Przemawiac bedzie Czcigodny Jaroslaw ktory jak twierdza lzeelity i zydokomuna w zwiazkach nigdy w zyciu nie byl. Kolejny krok w strone odklamania historii? Boli go ze sie nie zalapal to moglby pogadac z Gwiazda zeby mu wystawil lewa legitymacje zwiazkowca z jakims niskim numerem i za rok dowiedzielibysmy sie ze to on przez plot skakal a Lechu mu za stopien robil
Wildtom dnia 7 września 2008
Bal to nie tylko podrygiwanie na parkiecie ale również konwersacja.Ciekawe czy zaproszeni goście tak szybko nauczą się języka polskiego żeby swobodnie pogwarzyć z gospodarzem?
stary dnia 7 września 2008
Tam popełniłem nieścisłość, napisałem “rodzajów prawa” a powinno być “dziedzin prawa” gdyż prawo jest jedno. Taka nowa partia, która dokonałaby tych zasadniczych zmian - nie waham się powiedzieć ustrojowych - musiałaby uzyskać poparcie elit akceptujących nowy porządek konstytucyjno-prawny a także zapewniających środki do ich przeprowadzenia. Uważam również, iż poparcie społeczne dla postulowanych zmian, po przeprowadzeniu szerokiej kampanii wyjaśniające byłoby wystarczające!
andre dnia 7 września 2008
Zacytujcie jeszcze ustawę o szefie MSZ (w razie co, dostępna na stronie ministerstwa), tam jest jest jeszcze dosadnie napisane, że prezydentowi nie wolno działać samodzielnie.
Daniel dnia 7 września 2008
Zastanówmy się przede wszystkim czy jest nam potrzebny urząd prezydenta, który - przy mściwo-jadowitym nastawieniu do społeczeństwa - jest tylko przechowalnią szkodników, hakownią braciszka oraz głównie instytucją działającą na szkodę Narodu i Państwa Polskiego oraz ten Naród i Państwo ośmieszającą na arenie międzynarodowej. Nadto, co najmniej dwa razy w tygodniu urząd ów inspiruje awantury i zadymy, których celem jest skłócenie społeczeństwa!
andre dnia 7 września 2008
W dniu dzisiejszym w Sejmie Mściwo-Jadowity Jarcia ze swoim kompanem Maciarewiczem prowadzi spektakl nienawistnej zemsty nad Lechem Wałęsą i przywódcami robotniczego zrywu lat 80-tych. Umiejscawia siebie na czele ruchu Solidarność - przekreślając i dezawuując jednocześnie rolę prawdziwych twórców tego ruchu. W domyśle - to przecież on, który przesiedział stan wojenny pod stołem u mamusi z kiciusiem, obalił komunizm razem z Maciarewiczem i Olszewskim stojąc na czele psychiatrycznej ekipy uczestników tej haniebnej konferencji. Jest widoczne gołym okiem, iż ów podobny do rozjuszonego szczura osobnik wymaga opieki i leczenia psychiatrycznego!
andre dnia 7 września 2008
Oj andre, andre,
nieładnie, oj nieładnie! Nie uczyli Ciebie nigdy i nigdzie, że z niepełnosprawnych nie należy się wyśmiewać??! Niepełnosprawność fizyczna jest bardziej widoczna, a umysłowa jest o wiele, wiele, śmieszniejsza. Tym niemniej kulturalny człowiek musi się powstrzymywać i nie dawać po sobie znać, że go to śmieszy.
Jak to było w roku 1984 Orwell’a? Ewaporacja. Stalin i Hitler też stosowali ewaporacje. Jednakowoż, aby ewaporacja była skuteczna, trzeba jeszcze mieć we własnym władaniu Ministerstwo Miłości i Ministerstwo Prawdy, a tak, to tylko widzimy szczekanie wściekłych psów, podczas gdy karawana jedzie dalej …
Jutro szmatławiec “Rzeczpospolita” napisze jak wspaniale w Sejmie obchodzono okrągłą rocznicę powstania Wolnych Związków Zawodowych i że największym przywódcą WZZ był Jarosław Kaczyński, a Wałęsa i Borusewicz to SB-ccy agenci, którzy tylko wypełniając SB-ckie zadania torpedowali możliwość powstania Solidarności. Który z tych głupkowatych redaktorów to zrobi? Stawiam na Semkę lub Jankego. A może mylę się i kolejny raz intelektem błyśnie Wildsztajn (ps. Dziki Kamień).
Flogiston dnia 7 września 2008
jeden z komentarzy do tego “odklamywania” historii:
1. Rok NE - na świat przychodzi Jarosław Kaczyński
33 r. - Jarosław Kaczyński zostaje ukrzyżowany, a następnie zmartwychwstaje
966r. - Dzięki Lechowi Kaczyńskiemu Polska przyjmuje chrzest
972r. - Lech Kaczyński wygrywa bitwę pod Cedynią
1410r. - Król Polski Lech Kaczyński oraz Wielki Hetman Jarosław rozbijają w pył hordy niemieckiego najeźdźcy pod Grunwaldem
1655r. - Jarosław Kaczyński dowodzi obroną Częstochowy
1794r. - Lech Kaczyński wznieca powstanie przeciwko Rosji i Prusom
1830r. - Jarosław Kaczyński prowadzi Powstanie Listopadowe
1832-34r. - Lech Kaczyński pisze “Pana Tadeusza”
1863-64r. - Lech i Jarosław Kaczyńscy przewodzą Powstaniu Styczniowemu
1920r. - Wojska polskie pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego wygrywają Bitwę Warszawską
1928r. - Jarosław Kaczyński odkrywa penicylinę
1939r. - Lech Kaczyński broni Westerplatte
1944r. - Jarosław Kaczyńsi przewodzi Powstaniu Warszawskiemu
1945r. - Lech Kaczyński zdobywa Berlin
1945r. - Jarosław Kaczyński pilotuje samolot zrzucający bombę atomową na Hiroszimę
1953r. - Lech Kaczyński zabija Stalina
1969r. - Jarosław Kaczyński - pierwszy człowiek na księżycu
Lech Kaczyński - drugi
1976r. - Jarosław Kaczyński zakłada KOR
1980r. - Jarosław Kaczyński zakłada Solidarność
1983r. - Lech Kaczyński otrzymuje Pokojową Nagrodę Nobla
1989r. - Jarosław Kaczyński trzynastotonowym buldożerem burzy mur berliński
1999r. - Jarosław Kaczyński podpisuje akt wstąpienia Polski do NATO
2004r. - Lech i Jarosław wprowadzają Polskę do Unii Europejskiej
mysle ze ten komentarz mowi wszystko
Wildtom dnia 7 września 2008
@Flogiston
Dzięki za komentarz, ale zależy mi na ocenie tego mojego komentarza, pisz szczerze co sądzisz i oceń:
Uważam, iż powinien być jeden ośrodek władzy, podobnie jak jedno mandatowe okręgi wyborcze i konstytucyjna zasada (po zmianie konstytucji) wyposażania zwycięskiej w wyborach partii w taką ilość mandatów poselskich, która umożliwiałaby większość niezbędną do uchwalania ustaw i samodzielnego rządzenia. Urząd prezydenta, szczególnie po ostatnich niedobrych doświadczeniach, powinien zostać zlikwidowany lub ograniczony do pełnienia funkcji wyłącznie reprezentacyjnych. Jednocześnie należałoby zlikwidować Senat, który zastąpiłaby składająca się z prawników-specjalistów różnych dziedzin prawa Komisja Legislacyjna. Sejm w nowym kształcie winien liczyć nie więcej niż 200-250 posłów (parlament np. Finlandii liczy 200 posłów). Dyskusyjna jest kwestia zabezpieczeń konstytucyjnych i prawnych, które nie krępując inicjatyw rządowych z drugiej strony zabezpieczałyby taki system rządów od przerodzenia się w dyktaturę jednego ugrupowania politycznego. Postulowanych wyżej zmian nie jest w stanie dokonać żadna z istniejących dzisiaj partii. Winna powstać nowa partia, której jedynym programem byłoby dokonanie powyższych zmian i rozpisanie kolejnych wyborów ale już wg nowej konstytucji i ordynacji wyborczej! Zdaję sobie sprawę, iż taki scenariusz jest poniekąd utopijny ale nie ma innego wyjścia z istniejącego bezwładu!!!
Taka nowa partia, która dokonałaby tych zasadniczych zmian - nie waham się powiedzieć ustrojowych - musiałaby uzyskać poparcie elit akceptujących nowy porządek konstytucyjno-prawny a także zapewniających środki do ich przeprowadzenia. Uważam również, iż poparcie społeczne dla postulowanych zmian, po przeprowadzeniu szerokiej kampanii wyjaśniające byłoby wystarczające!
andre dnia 7 września 2008
@Wildtom
Nie wszystko:
2009 r. - wojna z Rosją w obronie Szaakaszwilego
2010 r. - zajęcie Moskwy i Petersburga
2011 r. - Miedwiediew z Putinem uciekają za Ural
2012 r. - W/w zostają ujęci i doprowadzeni na Żoliborz gdzie składają hołd braciom Kaczyńskim
2013 r. - uderzenie innych szatanów i utworzenie Priwiślańskiej Guberni gubernatorem zostaje Ojciec Rydzyk; bracia Kaczyńscy udają się na emigrację
2014 r. - powstaje dramat “Spieprzaj Dziadu”
andre dnia 7 września 2008
@andre
zgadzam się z Tobą w pełni, ALE, ALLLE:
Nie powstanie żadna tego typu partia (przynajmniej nie teraz i nie w Polsce). To co Ty nakreśliłeś (opisałeś, zaprojektowałeś) jest tak wielkie, że gdyby to się udało wcielić w życie - byłby to sukces na miarę Konstytucji 3 Maja.
Konstytucja 3 Maja powołana była do życia PODSTĘPEM i do dziś 95% społeczeństwa uważa uchwalenie tamtej Konstytucji za wilki sukces POLSKI - a wtedy nie było to tak jednoznacznie ocenione - znaleźli się nawet tacy, którzy powołali Konfederację Targowicką dla obalenia Konstytucji.
Dziś są dwa wyjścia:
1) Wprowadzić na terenie całego kraju stan wyjątkowy i zaraz potem (nie wiem jakim sposobem, ale trzeba) uchwalić tę zaplanowaną przez Ciebie Konstytucję, po czym powoli znosić rygory stanu wyjątkowego. Jeśli Bracia Mniejsi i ich poplecznicy zechcieliby jątrzyć i mącić - Bereza Kartuska.
2) Skoro Polacy nie potrafią sami rządzić, trzeba by wszystko zrobić, aby Unia Europejska nie była swobodnym klubem stowarzyszonych państw, ale Wielkim Państwem o nazwie Stany Zjednoczone Europy. Tam Polska jako Stan byłaby dobrze zarządzana przez Gubernatorów, kolejno wybieranych, w demokratycznych wyborach. Jeśli Braciom Mniejszym nie odpowiadałoby “województwo europejskie” - eksmitować na Białoruś albo do Kim Dzon Il-a, ewentualnie do Fidela Castro.
I co Ty na to??
Flogiston dnia 7 września 2008
@Flogiston
Utwierdziłeś mię w tezie, iż w naszych warunkach jest to utopia. Ale z drugiej strony - przecież są w Polsce obywatele, którym zależy na sprawności aparatu państwowego i porządku konstytucyjnym. Uważam, że tacy obywatele tworzą większość. Myślę, że wśród nich jest sporo ludzi zasobnych, którzy gdyby taka alternatywa powstała dla dzisiejszego bezhołowia byliby w stanie wesprzeć materialnie takie rozwiązanie. Warunkiem sine qua non jest powstanie partii z takim programem i zjednanie tego programu sponsorów. Ja się takiego zadania nie podejmuję ale gdyby ktoś to uczynił to jestem za!!
andre dnia 7 września 2008
andre mówisz o całkowitej przebudowie państwa, za proponowanymi przez Ciebie zmianami musiały by iść kolejne, w innych sferach naszej państwowości… Jak najbardziej tę ideę popieram, niestety jak sam zauważłeś jest utopijna.
Co wcale nie znaczy, że nie wykonalna. Mam gdzieś ,,Spotkania z Utopią” profesora Szackiego, jak znajdę mogę co nieco pocytować. Wiele było w historii ogromnych i odważnych projektów które nazywano utopijnymi a jednak doszły do skutku i nikt ich już takimi nie nazywa.
Pewne założenia trzeba w trakcie(nie użyję słowa rewolucji bo to nie jedyna droga) zarzucić lub dostosować do możliwości. Ale taki projekt, nawet jeśli obecnie zdaje się nam utopijny, nie jest niemożliwy.
mlaskus dnia 7 września 2008
@Flogiston
Tylko nie Stany Zjednoczone Europy

Mamy już Organizację Narodów Zjednoczonych, nie dawajmy Amerykanom kolejnej satysfakcji z kalkowania ich nazewnictwa. Chociaż kalce ich systemu nie byłbym przeciwny
mlaskus dnia 7 września 2008
@andre
Masz rację co do rozdzielenia kompetencji. Ja osobiscie opowiadam się za systemem parlamentarnym, w którym rola prezydenta jest reprezentacyjna i ograniczona do możliwości wetowania ustaw. Należy doprecycyzować zapisy mówiące o współdziałaniu prezydenta przy tworzeniu polityki zagranicznej.
Finlandia ma 200 posłów ale 5 milionów mieszkańców. Liczba 460 posłów jest dla Polski odpowiedniai nie zmienajmy jej - choćby ze względu na tradycję.
Wprowadzenia ordynacji większościowej w jednomandatowych okręgach wyborczych domaga się Ruch na Rzecz JOW od ponad 15 lat. Jak do tej pory - bez rezultatu. Ruch ma ograniczone pole działanie, zbyt małe środki finansowe i w przeciwieństwie do Platformy Obywatelskiej nie pobiera wielomilionowych subwencji z budżetu.
Zachęcam wszystkich do odwiedzenia strony Ruchu: http://www.jow.pl
Tak się składa, że 11 października Ruch na Rzecz JOW organizuje w Warszawie pod Zamkiem Królewskim demonstrację, w której będzie domagać sie debaty publicznej na temat JOW, a także referendum w sprawie zmiany ordynacji wyborczej do Sejmu.
NIestety, obecnie niemożliwa jest zmiana ordynacji bez zmiany konstytucji, a konkretnie - artykułu mówiącego o proporcjonalności wyborów do Sejmu.
Zachęcam wszystkich forumowiczów, którym tylko pozwoli czas, do przyjścia na manifestację i przypomnienia Platformie Obywatelskiej o jej obietnicach przedwyborczych.
Informacja na temat marszu na http://www.jow.pl/?q=apel
Wesoły Romek dnia 7 września 2008
“przecież są w Polsce obywatele, którym zależy na sprawności aparatu państwowego i porządku konstytucyjnym.”
Niestety jest jeszcze wiecej, ktorzy nie zrozumieja zdania powyzej i beda buczec na pogrzebach.
Coz, wychodzi na to, ze najlepszym sposobem to zwrocic sie do wojska
Marszalku, wroc?
Raf dnia 8 września 2008
OK. Mianowanie i odwoływanie ambasadorów? Nadawanie stopni generalskich? OK. art. 134 ust.2 : W czasie pokoju Prezydent Rzeczypospolitej sprawuje zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi ZA POŚREDNICTWEM Ministra Obrony Narodowej. Ust. 5 : Prezydent Rzeczypospolitej, na wniosek Ministra Obrony Narodowej, nadaje określone w ustawach stopnie wojskowe (i ust.6: Kompetencje Prezydenta Rzeczypospolitej, związane ze zwierzchnictwem nad Siłami Zbrojnymi, szczegółowo określa ustawa - co jest zrozumiałe, bo Konstytucja ma zawierać RAMY ustroju i główne zasady działania poszczególnych konstytucyjnych organów (choćby po to by nie liczyła sobie parunastu tysięcy stron), a ustawa i tak ma być zgodna z ustawą zasadniczą). Czy widzicie tu “może nadać”, tak jak np. “może zwołać ” (przy Radzie Gabinetowej)? Nie? Czyli właściwie nie ma zbyt wiele do gadania, a fakt że ON to robi, oznacza po prostu że taki jest jego zakres obowiązków jako głowy państwa i po prostu nikt inny tego nie może zrobić. Bo jakby to miała być taka współpraca, w której konieczne są dwa głosy, to dlaczego by nie dac prezowi mozliwości złożenia formalnego wniosku do MON? Ta i trochę innych sytuacji, opisanych w Konstytucji zostały opisane, gdyż liczono na neutralność głowy państwa i ograniczenie jej funkcji do celów głownie reprezentacyjno-ceremonialnych. A co do tzw. prerogatyw, to nie wymagają one podpisu (czyli zgody)premiera, ale po pierwsze ich katalog jest ograniczony i zamknięty (art.144 ust.3 pkt 1-30), a po drugie są to albo sprawy mniejszej wagi dla państwa (typu nadanie orderu czy tytułu profesorskiego), albo rzeczy, co do których nawet własciwie przez myśl nie przejdzie, by głowa panstwa mogła ich nie wykonać, bo nie chce (bo też nic do gadania nie ma, tak ma być i już) typu zwoływanie pierwszego posiedzenia nowo wybranych Sejmu i Senatu lub zarządzenie wyborów do tychże izb. Rada Gabinetowa też nie ma kompetencji RM, czyli mogą sobie po prostu pogadać i posłuchac, co prez ma do powiedzenia, a i tak wszystko musi w tej sprawie zrobić własciwa Rada. Czyli zostaje mu weto - art. 122 ust.5 : Jeżeli Prezydent Rzeczypospolitej nie wystąpił z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego w trybie ust. 3 (czyli w razie wątpliwości powinien iść do TK - z tym że jak TK powie że w porządku to on ma zwiazane ręce - i tego się boi), może z umotywowanym wnioskiem przekazać ustawę Sejmowi do ponownego rozpatrzenia (itd.) W umotywowaniu moze sobie wybrać dowolne racje, z tym że naród to słyszy i też wyrabia sobie zdanie o konflikcie między organami egzekutywy. Poza tym dochodzi kwestia przekonania posłów do racji preza, bo potem trzeba usiłować obalić weto 3/5 głosów (ale nie ustawowego składu Sejmu, tylko co najmniej połowy tego składu - czytaj : zalezy ilu będzie na sali (z drugiej strony przy takich sprawach wątpię by ktos sobie odpuszczał). I to jest w zasadzie jego jedyna (poza mediami, ale to ma każdy) broń. Nie jest tak źle, można przecierpieć, chociaż po co?
Uff, rozpisałem się, ale fajnie coś konkretnego walnąc z rana i sprawdzic się, co jeszcze się pamięta z ukończonych w tym roku studiów. A magisterkę pisałem z prawa konstytucyjnego, jakby kto pytał. I poglądy o prerogatywach też są po części opisem poglądów kadry naukowej.
Dario dnia 8 września 2008
Tytuł wątku jest odpowiedni dla wypowiedzi Małej Dziewczynki (najlepsze jest to że oni w to wierzą, choc bardziej adekwatne jest określenie “dwójmyślenie” zaczerpnięte z Orwella - znaczenie to samo, co u pisarza) określającej preza “politykiem w amerykańskim stylu”. Śmiech na sali. Wychodzi że teraz styl buraczano-kartoflany z kompletnym olewaniem zasad kultury, dobrego wychowania, za to z poczuciem urojonej misji (co pozwala stawiać ją ponad wszystko inne) i nazywaniem tego poczucia “patriotyzmem” (z jednoczesnym dopasowywaniem prawa wewnętrznego i spraw kraju do krótkofalowych potrzeb własnych) nazywa się “amerykańskim”. O wiele lepiej brzmi, prawda? Z drugiej strony Kamiński ma trochę racji, bo wizerunek opisany wyżej pasuje do Dablju Busha. I wszystko jasne, chodziło o hołd dla Juniora. Swoją drogą strach pomysleć, jakie szkody poczyniłby “nasz Dablju” gdyby w RP pozycja głowy państwa była taka jak w USA…
Dario dnia 8 września 2008
szlag, zapomniałem o linku:
http://wiadomosci.onet.pl/1820844,11,item.html
Dario dnia 8 września 2008
Mowa krótka - jeżeli obecnie urzędujący prezydent działa niezgodnie z Konstytucją to dlaczego premier popija z nim winko zamiast pogonić swoich urzędasów do wdrożenia procedury inpiczmentu?Jak ryży cudotwórca wykombinował że Trybunał Stanu ma mu czytać treść Konstytucji?Sam nie potrafi?
stary dnia 8 września 2008
Bo to też nie takie łatwe. Do postawienia przed TS Prezydenta nie wystarczy 3/5 ustawowego składu Sejmu, trzeba mieć, zgodnie z art. 13 ust.1 ustawy o Trybunale Stanu, poparcie co najmniej 2/3 Zgromadzenia Narodowego (wniosek składa 1/4 czyli 140 - z tym problemu nie ma) czyli 374. ZProsta arytmetyka - najwyżej 186 łącznie wstrzymujących się oraz będących przeciw. PiS ma 158 w Sejmie, a 38 w Senacie (dane po liczebności klubów sejmowych i senackich). To daje 196. Wątpię by ktokolwiek się wyłamał. A to sam PiS, ktoś jeszcze może być przeciwny. Czyli mimo chęci wniosek i tak szlag trafi, a pozycja preza wzmocni się dzięki skutecznej obronie urzędu, kosztem pozycji rządu i PO. Zatem jaki w tym sens?
Dario dnia 8 września 2008
Dość wybiórczy ten wpis:
Brakuje mi dla całości obrazu następujących cytatów:
“Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej.”
“Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium.” (tu się rodzi zatem pytanie kto jest ważniejszy przy negocjowaniu i ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Niewątpliwie ogranicza on w pewnym stopniu suwerenność RP - a zatem można powiedzieć że jest to kompetencja Prezydenta który jak pisze Konstytucja “stoi na straży suwerenności).
Idźmy dalej do punktu o którym “zapomnieliście”:
“Prezydent Rzeczypospolitej jako reprezentant państwa w stosunkach zewnętrznych:
1) ratyfikuje i wypowiada umowy międzynarodowe, o czym zawiadamia Sejm i Senat,
2) mianuje i odwołuje pełnomocnych przedstawicieli Rzeczypospolitej Polskiej w innych państwach i przy organizacjach międzynarodowych,
3) przyjmuje listy uwierzytelniające i odwołujące akredytowanych przy nim przedstawicieli dyplomatycznych innych państw i organizacji międzynarodowych. ”
No i tu już mamy masło maślane jeśli porównać to z zapisamo o Premierze.
Nie rozstrzygam czy powinniśmy mieć władze prezydencką czy sejmową.
Jednak oczywistym jest że Konstytucja jest bardzo niejasna w tej kwestii i dawne spowy Kwasniewskiego z Millerem też pokazują że mamy dwuwładzę. W USA sprawa jest jasna, w Niemczech też.
U nas Konstytucja sama w sobie rodzi konflikt Prezydenta z Premierem.
trzeba naprawdę bardzo wybiórczo patrzeć na rzeczywistość aby tego nie widzieć.
Palestrina2005 dnia 8 września 2008
Dla niuważnych:
powyżej przytoczyłem “zapomniane” przez autorów wpisu artykuły Konstytucji RP które pokazują że sprawa kompetencji Prezydent-Premier wcale nie jest taka prosta jak sugerowałby ten wpis…
Palestrina2005 dnia 8 września 2008
@Palestrino, ostatnio takie popularne jest nauczanie czytania ze zrozumieniem, szkoda, że Cię ten program ominął…
“Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej.”
Pozwolę sobie podkreślić najważniejszy fragment “NAJWYŻSZYM PRZEDSTAWICIELEM”, proszę Palestrino poszukaj słowa przedstawiciel w słowniku.
“Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium.”
Tutaj mowy o żadnych kompetencjach nie ma, dajesz nam jedynie pole do żartów z totalnego ignorowania konstytucji przez obu braci.
A co do trzeciego cytatu, interesujący jest dla nas tylko pierwszy punkt:
“1) ratyfikuje i wypowiada umowy międzynarodowe, o czym zawiadamia Sejm i Senat,”
Wskaż mi Palestrino gdzie tutaj wyczytałeś cokolwiek w sprzeczności z przytoczonymi we wpisie zapisami na temat Rady Ministrów?
Rząd podejmuje decyzje, prezydent jedzie podpisać.
mlaskus dnia 8 września 2008
““Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium.” Tutaj mowy o żadnych kompetencjach nie ma”
“Stać na straży” to nie kompetencja?
Skoro Konstytucja wpisała to Prezydentowi w obowiązki, to oznacze że we wszystkich sprawach dotyczacych suwerenności Polski powinien on działać.
A Traktat Lizboński, czy Ci się to podoba czy nie, ogranicza naszą suwerenność.
Ten punkt jak najbardziej daje Prezydentowi prawo do działania.
“A co do trzeciego cytatu, interesujący jest dla nas tylko pierwszy punkt:
“1) ratyfikuje i wypowiada umowy międzynarodowe, o czym zawiadamia Sejm i Senat,”
Wskaż mi Palestrino gdzie tutaj wyczytałeś cokolwiek w sprzeczności z przytoczonymi we wpisie zapisami na temat Rady Ministrów?”
Nie sprzeczność a niejasność co do kompetencji. Wpis wybiórczo pokazuje kompetencje po kątem premiera a ja dopisując inne punky Konstytucji RP pokazuję że nie jest ona taka prosta w interpretacji i autor wpisu dał plamy upraszczejąc zbytnio rzeczywistość która jest dużo bardziej skomplikowana.
Punkt ten pokazuje że Prezydent ma prawo podejmować działania w polityce zagranicznej (a takim działaniem jest “ratyfikowanie umów międzynarodowych”).
Nigdzie nie ma np. napisane że Prezydent ma obowiązek ratyfikować Wszystko w formie takiej jak mu rząd każe.
A więc Konstytucja powoduje spore niejasności kompetencyjne Prezydent - Premier.
I każdy obiektywny bloger (czy z prawa czy z lewa) to stwierdzi.
Chyba że pisze wpisy gotową z tezą proPO….
Palestrina2005 dnia 8 września 2008
P.S.“1) ratyfikuje i wypowiada umowy międzynarodowe, o czym zawiadamia Sejm i Senat,”
Zauważ nie nie jest napisane
“ratyfikuje umowy wynegocjowane przez rząd” (co sugerowałoby że tylko podpisuje to co wynegocjował rząd)
tylko
“ratyfikuje i zawiadamia Sejm i Senta”
Palestrina2005 dnia 8 września 2008
Cudnie, ale wszystko to (no prawie, ale wyłączone są sprawy mniejszej wagi) wymaga podpisu premiera albo właściwego ministra, którzy tym samym przejmują za to odpowiedzialność przed Sejmem. Dopiero wtedy takie działania mają skutek prawny. Co do umów międzynarodowych - tylko te “mniejsze” są ratyfikowane TYLKO przez prezydenta, bo większość umów jest ratyfikowana przez Sejm, czasem w drodze ustawy. Co do premiera, to jest jeszcze ustawa o Radzie Ministrów oraz Regulamin Pracy Rady Ministrów - tam też warto zerknąć w sprawie kompetencji szefa rządu. A co do dwuwładzy, to do takiego wniosku dotarłem też w mojej pracy, stwierdzając iż można odnieśc wrażenie, iż ustawodawca konstytucyjny nie do końca się zdecydował, gdzie umieścić ośrodek władzy - w Sejmie, w rządzie czy w głowie państwa. Z tego też względu mamy taki bajzel. Być może to wina SLD, która chciała osłabić prezydenta, a potem próbowała cofnąć ten proces po wyborze Kwacha. Może to coś innego. W każdym razie egzekutywa jest skopana i trzeba coś z tym zrobić. A jak już mamy ustrój w dużej mierze zerżnięty z RFN, to może pójść dalej w tym kierunku i uczynić z rządu prawdziwy ośrodek władzy, a z prezydenta sympatycznego, niewiele znaczącego figuranta? O wiele łatwiej przy obecnej Konstytucji zepchnąć na dalszy plan głowę państwa niż szefa rządu.
Dario dnia 8 września 2008
Dario,
Traktat Lizboński - to sprawa “mniejszej wagi”?
A powyżej udowodniłem że Przydent jest on w sferze kompetencji Prezydenta.
“A co do dwuwładzy, to do takiego wniosku dotarłem też w mojej pracy, stwierdzając iż można odnieśc wrażenie, iż ustawodawca konstytucyjny nie do końca się zdecydował, gdzie umieścić ośrodek władzy - w Sejmie, w rządzie czy w głowie państwa. Z tego też względu mamy taki bajzel.”
Dokładnie.
I właśnie to krytykuję w w/w wpisie. Jest napisany “pod Tuska” a tymczsem prawda jest taka że mamy konstytucyjny bajzel i w przyszłości jeśli Prezydent i Premier będa z róznych obozów (a przykład Kwacha i Millera pokazuje że z tych samych także) będziemy mieli ciągłe tarcia…
Palestrina2005 dnia 8 września 2008
A co do Traktatu Lizbońskiego, to jakoś negocjując go i podpisując prezydent nie miał żadnych obiekcji względem suwerenności; dopiero niedawno wyskoczył, kiedy Rydzyk się negatywnie wypowiedział, a Jarek zrobił scenkę w Sejmie pod tytułem “wcześniej nie wiedzieliśmy że to jest źle”. A kiedy Sejm już ratyfikował Traktat, to on też po prostu nie ma wyjścia i wykręcanie się bezprzedmiotowością podpisu nie ma sensu. Co do podpisywania wyniku negocjacji rządowych - stosuje się te same artykuły jak w temacie, no chyba że to prezydent negocjuje. W innym wypadku robi to rząd. I tak, wtedy (chyba że spyta TK o zgodność umowy międzynarodowej z Konstytucją) podpisuje W IMIENIU RP to, co rząd W IMIENIU RP wynegocjował. Bo niestety (albo stety), w ustroju parlamentarno-gabinetowym, jak sama nazwa wskazuje, a taki mamy, główną rolę odgrywa parlament i rząd. Głowa państwa ma kompetencje mocno ograniczone (w zasadzie w porównaniu do “klasycznego” systemu tego typu i tak ma spore możliwości, bo w typowym to nawet inicjatywy ustawodawczej nie ma, ma głownie autorytet). I nie trzeba być pro-PO aby to stwierdzić, wystarczy poczytać Konstytucję.
Dario dnia 8 września 2008
Nie pisałem że Traktat Lizboński jest mniejszej wagi. Zresztą fakt ratyfikacji go przez Sejm przeczy tej tezie. Co do tarć - powszechny w doktrynie jest pogląd, że głównym narzędziem prezydenta w ewentualnej walce z rządem jest weto, bo dzięki temu nie musi się specjalnie starać, aby podkręcić rządowi wymogi i opóźnić prace parlamentu; zresztą nie trzeba kończyć prawa by wpaść na ten wniosek. A żeby skończyć tarcia pomiędzy organami egzekutywy, wcale nie trzeba aż tak ostro wyznaczać im kompetencji (bo jest coś takiego jak domniemanie kompetencji Rady (art. 146 ust.2); głownym przedmiotem tarć jest weto, które nadużywane może szkodzić. A Kaczorki zawsze motały i ignorowały nieprzychylne im przepisy, nawet jak te wyrażały się precyzyjnie w danej sprawie (patrz np. Lepper z prawomocnym wyrokiem na ministra i wicepremiera) - z tym że nie będziemy chyba pytać TK o interpretację całej Konstytucji, wystarczą nam poglądy świata naukowego? Ktoś musi ustąpić i mam tu na myśli ograniczenie (poprzez zmiany w prawie) kompetencji albo Rady, albo Prezydenta. To pierwsze jest nieosiągalne bez zmiany właściwie połowy Konstytucji (czyli w gruncie rzeczy można napisać nową, bo jej sens idzie w piach) i bardzo dużej ilości aktów wykonawczych; to drugie to kwestia ścięcia paru przepisów. Też chyba nie trzeba zbyt długo i intensywnie myśleć nad tym, co pochłania mniej czasu, pracy i kosztów.
Dario dnia 8 września 2008
“Stać na straży” to opis roli jaką pełni prezydent a nie określenie kompetencji, tym zajmują się inne artykuły konstytucji.
A wtrącanie Traktatu Lizbońskiego jako naruszającego suwerenność państwa mija się z tematem dyskusji. To jest “kto ma jakie kompetencje w prowadzeniu polityki zagranicznej”.
Sformułowanie “Ratyfikowanie i wypowiadanie umów międzynarodowych…” nie implikuje wcale, że prezydent ma w tej kwestii inicjatywę.
Ratyfikowanie i wypowiadanie umów oznacza złożenie pod nimi podpisu…
Jeżeli ktoś zna znaczenie słów użytych w przytoczonych artykułach, większych niejasności w kwestii kompetencji rządu i prezydenta na linii polityki zagranicznej nie ma. W innych obszarach, owszem sytuacja nie zawsze jest tak klarowna, ale pamiętaj, że komentujemy wpis pod tytułem “Polityka zagraniczna”
Na temat tarć na linii rząd - prezydent wypowiedział się już Dario więc ja pozwolę sobie tę kwestię ominąć.
mlaskus dnia 8 września 2008
mlaskus
“Sformułowanie “Ratyfikowanie i wypowiadanie umów międzynarodowych…” nie implikuje wcale, że prezydent ma w tej kwestii inicjatywę.
Ratyfikowanie i wypowiadanie umów oznacza złożenie pod nimi podpisu…”
Wg Twojej “proTuskowej” interpretacji.
A zapewne znajdzie się 100 prawników którzy z łatwoscią na podstawie tego przepisu udowodnią coś innego.
Dlaczego zatem Prazydent Kaczyński ma stosować “Twoją” interpretację skoro prawo jest tu niejednoznaczne?
““Stać na straży” to opis roli jaką pełni prezydent a nie określenie kompetencji”
Rola odnosi się do kompetencji. Dlaczego? Aby wykonywać rolę jaką powierza mu Konstytucja RP Prezydent musi podejmować pewne działania.
A więc jeśli uzna że Traktat Lizboński ingeruje w naszą suwerenność (a niewątpliwie ingeruje), to rola jaką wyznaczyła mu Konstytucja nakazuje mu zająć się tą sprawą.
Palestrina2005 dnia 8 września 2008
Palestrina nie baw się w prawnika konstytucjonalistę. Zostaw to profesjonalistom a sam wyluzuj się, zjedz na kolację kaczkę pieczoną z jabłkami. Wtedy właśnie zobaczysz, iż Twój Prezes nie jest taki straszny jak to Ci się wydawało. Pa! pa! przyjemnych snów o kolejnych daniach z drobiu!
andre dnia 8 września 2008
Zatem według “propisowskiej” interpretacji prezydent ma prawo samodzielnie, bez porozumienia z MSZ ani z nikim innym, wypowiedzieć jakąkolwiek umowę międzynarodową? I jeśli prawo jest niejednoznaczne, to może warto by jednak zaczekać do chwili, w której wypowie się jakis znaczniejszy autorytet, zanim zastosuje się “swoją” interpretację? Poza tym “proTuskowa” nie jest tylko mlaskusa, ale tez moja i właściwie całej kadry Uwr. Nie wiem dlaczego, ale coś mi nakazuje ufać w tej kwestii profesorom prawa, z których sporo wydało uznane w całej Polsce podręczniki do prawa konstytucyjnego, a jeden był wiceprezesem TK, i przedkładać ich zdanie ponad poglądy Palestriny. Jako że są wybitnymi znawcami, to ich opinia jest daleko bardziej prawdziwa i uzasadniona niż ta przeciwna. A że jest niekorzystna dla braci? Może to ich poglądy na tą sprawę są błędne, tylko jaj brak by się przyznać do własnej niewiedzy? Może nie tylko u nich, ale też u ich lojalnego herolda?
Dario dnia 8 września 2008
@Dario
Jeśli myślisz, iż siła Twoich argumentów przekona amatorów lub kauzyperdów V-tej kategorii takich jak Palestrina, Ziobro, Gosio lub bliźniaki to się mylisz! Oni nie po to repetowali kolejne lata lub pisali prace zgłębiające myśli Włodzimierza Iljicza Lenina aby poznać prawo i tego prawa przestrzegać. Ich edukacja miała na celu poznanie mechanizmów umożliwiających bezkarne obchodzenie i naruszanie prawa. Dlatego Twój wysiłek intelektualny pójdzie na marne - równie dobrze mógłbyś mówić do ściany. No, niezupełnie bo czytają to inni, np. ja! Pozdrawiam!
andre dnia 8 września 2008
@Palestrina
Słyszałem, iż posłuchałeś mojej rady i zjadłeś kolacyjkę i co smaczna była kaczuszka!
andre dnia 8 września 2008
A na balu brzmi muzyka
dyrygentem jest Kurtyka
kajdankami Jarek stuka
to perkusja praw kaduka.
andre dnia 8 września 2008
Andre, ja tez nie wierzę że Palestrina ugnie sie pod siła moich argumentów, jaka by ona nie była. Wręcz nie liczę na to, a na cos zupełnie przeciwnego. Żywię (i nie zawodzę się) nadzieje, iż na każdą falę logicznych i podpartych dowodami argumentów uzyskam kolejne wykręty ukazujące relatywizm moralny (to delikatne okreslenie) PiS. Za chwilę przytoczę potężny, ośmiostronicowy wywód na temat tego, iż 2×2=4, a uzyskam odpowiedź, że jestem nieobiektywny, że to wina Tuska, żepewne przepisy mowią inaczej albo dopuszczają inną odpowiedź, że… że cokolwiek, co podważa, wydawałoby sie niezbitą, prawdę. Byleby prawda nie była po mysli PiS. Palestrina wije sie jak piskorz i czasem rzeczywiście wymyśla coś nowego i oryginalnego, lubię więc myśleć że przy okazji przyczyniam się do pewnego wzrostu kreatywności i intelektu tego osobnika. Pewnego, bo na uzyskanie [poziomu pozwalajacego logicznie i krytycznie spojrzeć (i zwątpić?) na poronione dogmaty pisjanizmu nie liczę. A przy okazji pośmieję się z pięknej prezentacji “kalizmu stosowanego”. Wy też? Dziekuję, staram się. Nie tylko ja zresztą.
Dario dnia 8 września 2008
Palestrina ?? co zrobiłeś z Palestriną ?? Jak chcesz to nawet potrafisz bez obelg. A do rzeczy :
Faktycznie konstytucja może wydawać się niejednoznaczna, jeżeli przeczytamy tylko to co Ty napisałeś czyli że prezydent stoi na straży, ratyfikuje i podpisuje. Jeżeli dołożymy do tego (i traktujemy konstytucję jako całość a nie zbiór oderwanych od siebie wpisów) wpis w konstytucji, który wyraźnie stwierdza że to RM prowadzi politykę zagraniczną a prezydent tylko współdziała to sprawa według mnie staje się jasna (Rząd negocjuje i prowadzi, prezydent wykonuje to co wynegocjował rząd i na tym między innymi polega jego współdziałanie).
Pewnym zabawnym zbiegiem okoliczności to prezydent Kaczyński prezentował wynegocjowanie traktatu lizbońskiego w obecnym stanie jako swój sukces. Teraz okazuje się że tenże traktat ogranicza suwerenność Polski. Jaki wniosek mi się nasuwa ?? Prezydent, który powinien “stać na straży …” wynegocjował traktat, który ogranicza suwerenność, na straży której powinien stać.
Co oznacza “stać na straży” ? Moim zdaniem stać na straży oznacza jedynie usiłowanie przeciwdziałania sile, która zagraża czemuś, na straży czego stoimy. Jak wiemy, nie ma strażnika nie do pokonania - prezydent może jedynie bronić, lepiej lub gorzej ale nie może całkowicie zablokować. Samo zdanie “stać na straży” sugeruje że istnieje inna siła, która ma moc decydującą, przeciwko złym działaniom której ustawiona jest straż. To stwierdzenie jest zbyt miękkie żeby można je uznać za blokujące.
Gdyby to prezydent miał jedyną moc decyzyjną to nie trzeba by ustawiać żadnej straży nieprawdaż ??
caleeb dnia 8 września 2008
A tak w ogóle to dlaczego takie poglądy miałyby być niby proPOwskie? Nie objęli urzędów ministrów na zawsze. Wzmacnianie (a raczej oddawanie mu tego co konstytucyjnie należne) rządu jest prorządowe a nie proPOwskie albo proPiSowskie. Tak samo uważałem w czasach rządów PiSu i rządów SLD.
caleeb dnia 8 września 2008
Trzeba rozniecać funkcje głowy państwa od prerogatyw głowy państwa. Pan Palestrina podaje funkcje głowy państwa. Konkretnym funkcjom głowy państwa przyporządkowane są konkretne kompetencje. To Rada Ministrów w Polsce jest ważniejsza, ma więcej kompetencji- vide art 146 ust 2 Rada Ministrów sprawuje kompetencje nie zastrzeżone dla innych organów państwa. Gadanie tego nieuka, ze w wypadku sporu kompetencyjnego on przejmuje kompetencje nie zastrzeżenie jest farsa. Facet jest niby profesorem prawa, a jego wiedza z tego zakresu jest znikoma. Poza tym prezydent ma ścisłe dookreślone kompetencje tzw prerogatywy- art 144 ust 3, nie wymagają one kontrasygnaty.
szalony_iwan dnia 9 września 2008
Szalony, opisałem coś takiego wyżej, tylko mniej chaotycznie. W paru postach. Fajnie by było gdyby ktoś je przeczytał…
Dario dnia 9 września 2008
Podczas uczty i balu w pałacu króla babilońskiego Baltazara na ścianie tegoż pałacu pojawił się ognisty napis nieznanego autorstwa mane, tekel, fares co w języku aramejskim znaczy: policzony, zważony i podzielony. Niebawem Babilon został podbity i podzielony przez Persów. Jakie napisy mogą towarzyszyć balowaniu w pałacu pana prezydenta i kim będą ci Persowie!?
andre dnia 9 września 2008
@Dario
Ja czytam i po komentarzu w którym o mnie wspomniałeś żałuję, że moja droga życiowa nie przywiodła mnie ku zawodowi prawnika!
Zakładam, że na spieprzajdziadu zagląda sporo prawników/studentów prawa, mógłby mi ktoś wytłumaczyć jedną rzecz?
Praca prawnika konstytucjonalisty polega na interpetowaniu zapisów konstytucji, tak?
Czy każdy rozumiejący słowa których w niej użyto polak w większości przypadków powinien dać radę dobrze zinterpretować jej zapisy, czy też w języku prawniczym nabiera to tyle kolorytu, że nie powinniśmy nawet próbować?
@Palestrina,
“Rola odnosi się do kompetencji. Dlaczego? Aby wykonywać rolę jaką powierza mu Konstytucja RP Prezydent musi podejmować pewne działania.”
To brzmi jak czysta anarchia, rolą policjanta jest stanie na straży prawa, co nie oznacza, że może podejmować inicjatywy wykraczające poza jego kompetencje opisane w odpowiednich ustawach…
Tak samo jest z prezydentem, tylko szczebel wyższy.
mlaskus dnia 9 września 2008
Palestrina próbuje nagiąć rzeczywistość pod takie brzmienie przepisów, które jest korzystne dla PiS. Fakt że czasem mówi się, iż prawniuk jak lekarz: każdy w tej samej sprawie ma inny pogląd, jednak w tym wypadku (nawet pomimo faktu iż Konstytucja jest mocno ogólna w pewnych kwestiach, ale to są jedynie ramy systemu) sprawa jest na tyle jasna i czytelna, by nie mieć zbytnich wątpliwości. Zwłaszcza gdy się dołoży słuszną uwagę caleeba, że konstytucja to jedna całość, a nie zbiór oderwanych od siebie przepisów. Fakt że sporo tekstu nie nadaje się do bezpośredniego stosowania i trzeba to dookreślić albo praktyką i orzecznictwem, albo odpowiednią ustawą. Fakt że wyroki i wykładnia prawa, sporządzane przez TK, są czasem na takim poziomie abstrakcji, iż wydaje ię że oni specjalnie piszą tak by możliwie wąskie grono pojęło o co chodzi. Niemniej da się coś z tej naszej ustawy zasadniczej zrozumieć. Wystarczy tylko trochę rozsądku i pewne zrozumienie zasad rządzących tą dziedziną prawa, ale właściwie każdy tekst pisany ma swoje zasady odbioru. Powodzenia, mlaskusie.
Dario dnia 10 września 2008
Był ławrow, pogadał, pojechał i już od razu PiS stwierdza, że ta wizyta nie przyniosła przełomu.
http://wiadomosci.onet.pl/1824076,11,item.html
OK, ale sam Tusk też to stwierdził, poza tym nie wszystko musi być od razu przełomem, chyba że się prowadzi politykę wielkich skoków, ale na tym mozna raczej zyskać niż stracić, choćby z tego powodu że potencjalny partner może być zniechęcony niestabilnością “skoczka”. Jarcio wysmażył za to artykuł do “Faktu” (proszę, jeśli już nawet w brukowcach rzuca swe bluzgi i pierdoły, znaczy że naprawdę leci mu poparcie i zdesperowany szuka wszędzie). Co mógł napisać? Jak zwykle to, że jeśli ktoś nie wrzeszczy wniebogłosy, to jest sługusem i tchórzem. Sikorski go pięknie za to podsumował, stwierdzając (słusznie) że Jaro kompletnie nie rozumie jak się prowadzi politykę zagraniczną, a jego działania przynosdzą szkodę naszemu prestiżowi i pozycji. Określił Jarka jako “bobasa, który gdzieś w kącie wrzeszczy i wobec tego dorośli muszą się nad nim pochylić, żeby przestał”. Dawno nikt tak celnie i zwięźle nie podsumował Dziewicy Żoliborskiej. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują bowiem, że jest to wielkie, rozkapryszone, rozpieszczone (albo niekochane) bobo, które nie umie nic innego, jak tylko drzeć ryja tak długo, aż ktoś w końcu się pojawi i się nim zajmie, choćby po to by mieć chwilę spokoju. Dobra, każdy z nas tak robił, ale w wieku paru miesięcy. Nawet w wieku przedszkolnym takie zachowania już nie przystoją, a co dopiero gdy się dobiega sześćdziesiątki i lansuje się na wybitnego męża stanu. Poza tym mógłby raz na jakiś czas zmienić płytę, bo już się nudny robi i choćby z tego względu (a istnieje mnóstwo poważniejszych powodów) mamy gdzieś jego wypowiedzi. O ile można to uznać za wypowiedź. Niech ktoś nauczy mówić wielkie bobo.
http://wiadomosci.onet.pl/1824149,11,item.html
Dario dnia 12 września 2008