Słowność czy wycieczka?

31 lipca 2008 – 09:59

pekin 20088 kwietnia 2008, minister sportu Mirosław Drzewiecki:

Nikt z rządu nie pojedzie na ceremonię otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. To decyzja ostateczna.

31 lipca 2008, Metro

Jak dowiedziało się “Metro”, do Pekinu poleci minister sportu Mirosław Drzewiecki. Ma wspierać polskich sportowców.

Rzecznik prasowa ministra:

To po prostu obowiązek pana ministra. On musi tam być.

Beata Bublewicz z PO z komisji sportu:

Minister sportu to nie jest bardzo kluczowe stanowisko w rządzie.

  1. 21 odpowiedzi na “Słowność czy wycieczka?”

  2. No cóż - Platfusy mają krótką pamięć i myślą że tak jest u wszystkich.Pewnie niedługo propagandyści zaczną trąbić że gdyby nie wizyta pana ministra to Olimpiada by się nie odbyła.

    stary dnia 31 lipca 2008

  3. I co? I qpa!
    Jak bylo tak jest - zrownac Sejm, zaorac i zasadzic pietruszke.
    Pozostawic szkieletowo - administracyjne funkcje panstwa zarzadzane przez fachowcow zatrudnianych na konkretnych warunkach i sobie dac spokoj z ta demokracja w koncu.

    Raf dnia 31 lipca 2008

  4. Może przydało by się w muzeum zrobić bliźniaczy eksponat dla dialektyki stosowanej?

    paprika dnia 31 lipca 2008

  5. @Raf

    Powiedz, co Cię tak denerwuje w tej wiadomości, iż minister sportu pojedzie do totalitarnych Chin na otwarcie igrzysk? Jaki to ma związek z zaorywaniem Sejmu? Może zaszły jakieś nowe okoliczności, których efektem minister “nie chce, ale musi” tam pojechać, co? Nie brałeś tego pod uwagę? Gdy PIS-uary robiły chlew z Sejmu, to mało kto zwracał uwagę na to, że to wina chamów z PIS-u, ale „światli” dziennikarze obwiniali hurtem wszystkich posłów. A ja się pytam, na jakiej podstawie można mnie obwiniać za złe zachowanie w sytuacji, gdy do mojego pokoju wszedł jakiś debil i zachowuje się jak palant? Jeśli już chcesz nazywać rzeczy po imieniu, to je tak nazywaj, ale nie fałszuj rzeczywistości. Wprawdzie, gdy okrada się mnie z roweru, to ja jestem zamieszany w aferę kradzieży roweru, ale nie ponoszę odpowiedzialności. Dodam więcej - wymienianie mnie na równi ze złodziejem jest co najmniej nietaktem.

    Flogiston dnia 31 lipca 2008

  6. @Flogiston - Jak PiS obiecywał jedno, a robił drugie - to się robił chlew, tak? Natomiast jak PO obiecuje jedno, a robi drugie - to znaczy, że “zaszły nowe okoliczności”. Ech… (uwaga: z góry zaznaczam, że owszem, PiS *robił* chlew i nie mam najmniejszej intencji go bronić)

    Z drugiej strony, decyzja, że *nikt* z rządu nie pojedzie na igrzyska, nie była wg mnie zbyt udana. No bo czemu niby winni są sportowcy, których choćby w taki sposób (wysyłając ministra) można by wesprzeć? Dobrze, że rząd zmienił zdanie. Szkoda, że przy okazji pojechali po swoim ministrze.

    Bumelant dnia 31 lipca 2008

  7. hehe ;-)

    rzeczywiście, @Raf, Twoja wypowiedź troszkę “nie w temacie”, choć z drugiej strony…
    sam niedawno pisałem, że rząd powinien być kontraktowy, na zasadzie zatrudniania fachowców a partii nie powinno być żadnej, bo chyba prawie wszyscy politycy byli karmieni z butelki i muszą jakość radzić sobie z kompleksami ;-)
    tylko dlaczego naszym kosztem :-(

    zaś co do wyjazdu do Pekinu… sam ten fakt nie wzbudza we mnie żadnych uczuć. wystarczy poczytać i posłuchać informacji z zagranicy, tam też ping-pong.

    sunset dnia 31 lipca 2008

  8. OT: @sunset, masz przykłady krajów, w których coś takiego się udało?

    Bumelant dnia 31 lipca 2008

  9. @Bumelant ;-)

    PiS nie robił chlewu ;-) chlew był przez cały czas ;-)
    natomiast PiS w tym chlewiku robił to co robią w chlewie jego mieszkańcy ;-) s..ł na wszystko i wszystkich ;-)

    sunset dnia 31 lipca 2008

  10. @Bumelant patrz co się dzieje we Francji i we Włoszech ;-) ciągły ping-pong decyzji ;-)

    sunset dnia 31 lipca 2008

  11. Chodziło mi przykłady krajów, w których jest rząd “kontraktowy” :)

    Bumelant dnia 31 lipca 2008

  12. aaa

    nie, nie mam, wszędzie są ludzie karmieni z butelki :-(

    sunset dnia 31 lipca 2008

  13. Denerwuje mnie to, ze jako teoretyczny “pracodawca” tych (w wiekszosci) gamoni moge zrobic absolutnie NIC, kiedy obrazaja moja inteligencje takimi wypowiedziami i ciaglymi zmianami stanowiska. Jakby sie przyznali, ze fakt, decyzja byla pochopna itd. to OK jestem w stanie zrozumiec, ale takie wypowiedzi, mydlenie oczy, to sie nawet nie chce komentowac.

    Po drugie, moim skromnym zdaniem demokracja w obecnej formie sie wypalila i zastapila ja ciagla kampania socjo-marketingowa z okreslonymi targetami, grupami docelowymi itd. Wiekszosc opinii jest wyglaszane w celu powiekszenia poparcia itd. W calym tym cyrku zatracono cos takiego jak interes narodowy i dobro obywateli.

    Osobiscie wolalbym zatrudnic kogos kto bedzie wiedzial jak zarzadzac moimi podatkami dla mojego dobra, a jak za przeproszeniem widze tych debili ( w wiekszosci ) to sie zastanawiam po co to wszystko? Jak chce naprawic samochod to ide do fachowca :)

    Eh, tyle na razie.
    Pozdrawiam

    Raf dnia 31 lipca 2008

  14. Szwajcaria - demokracja bezpośrednia.

    threepwood dnia 31 lipca 2008

  15. Bumelant- żaden przyzwoity człowiek ba igrzyska nigdy by nie pojechał. Nie widzę powodu, żeby minister wspierał sportowców któży się taką elementarną przyzwoitością wykazać nie potrafią. On sam zresztą jak widać też nie potrafi.

    Breja dnia 31 lipca 2008

  16. Raf - trafiłeś w sedno.
    Co do robienia chlewu - proszę państwa - nie łudźmy się, sejm od zawsze był bagnem i chlewem. Co do zmian decyzji pod wpływem nowych okoliczności (hehe chyba na okoliczność spadku poparcia tam jedzie) to na pewno tam nie jedzie żeby “wspierać” sportowców. Rozumiem że obecność ministra na trybunach może mieć wpływ na wyniki kulomiotów, dyskoboli i oszczepników ale chyba nikogo innego… A wracając do bagna : PiS w tym chlewie czuje się wyraźnie najlepiej, ba, nawet tworzy nowe boksy… Moim zdaniem przydałoby się to co Herakles zrobił ze stajnią Augiasza.

    caleeb dnia 31 lipca 2008

  17. Ponieważ olewam sport, a więc i olympiadę, pozwalam sobie jeno zauważyć, że wszyscy światowi polytykierzy, którzy na początku coś bąkali o proteście, też zjadą do Beiling (oryginalna nazwa Pekinu, jakby kto nie wiedział). Wytłumaczenie? Kasa, misiu, kasa.
    Z ulgą natomiast przyjąłem wakacyjną odprawę (p)osłów polskich. Oby nie wrócili.

    wehehe dnia 31 lipca 2008

  18. Nie można porównywać tej “jaczejki” z jakąkolwiek partią ponieważ jest to ugrupowanie przestępcze o charakterze czysto okupacyjnym (nie można się ich pozbyć i będą czynić destrukcję i sabotaż jeszcze przez ponad 2 lata). Ich specjalność to szkodzenie i niszczenie Narodu i Państwa Polskiego poprzez ciągłą obstrukcję, wetowanie, robienie chamskich awantur i kompromitowanie polskiej racji stanu na forum międzynarodowym. Trzeba to przetrwać, a potem niech rządzi każdy - kogo wybierze społeczeństwo - byle nie to kołtuństwo!

    andre dnia 31 lipca 2008

  19. Skąd wniosek, że za 2 lata cokolwiek się zmieni? Sondaże bynajmniej na to nie wskazują.

    Co do igrzysk: zapewne nie-wysyłanie sportowców i ministrów zmieniłoby diametralnie sytuację w Tybecie… Ech, wszystkim, którzy mają tak klarowne zdanie w tej sprawie, gratuluję jasności spojrzenia. Zwłaszcza spojrzenia z tylko jednego punktu siedzenia (Koniec sarkazmu.)

    Trzeba było raczej protestować, gdy MKOl ogłaszał swoją decyzję, bo teraz to i tak już trochę po ptakach. Sportowcy jadą, i mam nadzieję, że przynajmniej na miejscu dadzą jakiś znak dezaprobaty, co i tak nic nie da, ale będzie miało większy efekt medialny niż brak jakiejś drużyny na zawodach.

    Swoją drogą, ciekawe jaką hierarchię “ważności” ministerstw ma rząd PO, skoro minister sportu “to nie jest kluczowe stanowisko”. Acha, to już pewnie budowa 1000 pływalń na tysiąclecie też już nie jest taka kluczowa ;)

    Bumelant dnia 1 sierpnia 2008

  20. No ok, aby zamknac temat, to prosty przyklad: dzialania jak i wypowiedzi “nie-bardzo-kluczowego ministra” obnazaja tylko kilka rzeczy, ktore an dluzsza mete sa lekko niepokojace:
    Zakladam, ze istnieje wspolna polityka i stanowisko rzadu w ramach polityki zagranicznej. I takie stanowisko wobec kluczowych graczy na tej scenie, przynajmniej w zalozeniach jest znane w ministerstwie. No i teraz - wczesniejsza wypowiedz oraz teraz jej zmiana moze swiadczyc tylko o dwoch rzeczach:
    - nie ma polityki zagranicznej, realizowanego planu strategicznego, a decyzje podejmowane sa ad hoc. lub minister jest zbyt tepy by te plany realizowac i zajmowac jednolite stanowisko w tej sprawie (wobec Chin).

    Nie krytykuje ich za poglady polityczne, ale za calkowity brak profesjonalizmu w tej sprawie i brak chocby ramowych zalozen polityki zagranicznej ( bo wczesniejsza deklaracja, jak rozumiem wpisuje sie w te zalozenia ).

    Raf dnia 1 sierpnia 2008

  21. Chiny to potężny kraj, z ogromną społecznością. Nie można go drażnić, ani lekceważyć. Trochę dyplomacji nikomu nie zaszkodzi, a naszym sportowcom daje szansę na sukces. Ich życie polega na treningach i zawodach. Takie jak Olimpiada, są naprawdę znaczące. Uszanujmy to i zawrzyyjmy pokój, choćby na czas jej trwania.
    A swoją drogą, do Pekinu jadą dużo ważniejsze osobistości niż min. Drzewiecki ;)

    roza dnia 1 sierpnia 2008

  22. Masz rację różo - Dużo trudniej jest zmienić kogoś siłą, łatwiej ustępstwem. Jak to mądrzy mawiają : trawa przetrwa większe wichury niż drzewo. Jeżeli zbojkotowalibyśmy igrzyska, to w Chinach i tak nic by się nie zmieniło. To dobrze że igrzyska odbędą się właśnie tam, to jest kolejny mały kroczek do otwierania Chin na resztę świata. Może kiedyś Chiny będą normalnym krajem. Czyżby do Chin jechała ta superważna osobistość, o której myślę i boję się wypowiedzieć jej imię (żeby nie sprofanować swymi plugawymi ustami)? Ten władca wszechrzeczy i Lord prawych umysłów? Czyżby ten, którego życiodajna stopa nie stanęła tam gdzie stało ZOMO ? O mój boże, czyżbyśmy mieli doświadczyć olśnienia oglądając jego lśniące oblicze?

    caleeb dnia 1 sierpnia 2008

Wyślij komentarz