Szkolna promocja
13 marca 2008 – 09:16Źródło: Gazeta
MEN w osobie pani minister Katarzyny Hall razem z ministrem kultury Bogdanem Zdrojewskim promował wczoraj nową formę prowadzenia zajęć z tzw. plastyki. Mają się one nazywać lekcjami sztuki i przebiegać w inny sposób niż do tej pory. Po konferencji prasowej dziennikarze zostali przetransportowani na koszt ministerstwa do szkoły w podwarszawskiej Wesołej. Szkoła ta została zaprezentowana jako przykład nowego podejścia do zajęć ze sztuki. Dziennikarze zostali po szkole oprowadzeni przez Ligię Krajewską, dyrektorkę gabinetu politycznego MEN. Cały kawał polegał na tym, że konferencja prasowa omawiała program, który będzie realizowany w szkołach publicznych, a odwiedzana szkoła to placówka społeczna z czesnym 950 zł miesięcznie. Na dokładkę właścicielem szkoły jest fundacja, którą zakładała kilkanaście lat temu pani Krajewska, a jeszcze w 2006 r. była ona prezesem zarządu fundacji szkoły. Ale oczywiście wcale nie mieliśmy do czynienia z promowaniem prywatnej inicjatywy za pieniądze podatnika.
Do wszystkich twierdzących, że czepiamy się na siłę - wpiszcie zamiast “Hall” “Giertych” a zamiast “Krajewska” “Orzechowski” i macie świetny artykuł sprzed roku.
16 odpowiedzi na “Szkolna promocja”
No tym razem się postaraliście, gratuluję. Jednak moim stronniczym zwyczajem stwierdzić muszę, że próba wdrażania dobrych rozwiązań do oświaty publicznej- niezależnie od ich źródła pochodzenia - zasługują na pewien szacunek mimo oczywistych zastrzeżeń oczywiście, bo do prywaty za publiczną kasę doszło rzeczywiście.
DeerHunter dnia 13 marca 2008
Czyżby pani minister Hall chciała dać szkołom jakąś “kaskę”? Byłoby super i zgodnie z zasadą wyrównywania szans. Niestety “takie rzeczy to tylko” we śnie i szkołach z kapitałem prywatnym
roza dnia 13 marca 2008
O ile rozumiem, to chodziło o pokazanie intencji - “tak byśmy chcieli, żeby to wyglądało”. Nie bardzo rozumiem, czego się czepiacie.
Prawdziwy problem i bardzo groźny kryje się dopiero za tym. Mianowicie będziemy mieli wprowadzane różne ciekawe rzeczy w sferze programów i przepisów, tylko że bez środków i merytorycznego przygotowania na ich realizację. Najgorsze z tego jest wysłanie do szkoły 6-latków. Będzie wiele dramatów i stracone pokolenie dzieciaków, zanim się ockniemy co myśmy tym maluchom zrobili.
Slawkas dnia 13 marca 2008
Tak byśmy chcieli, by to wyglądało? Rozumiem, że w normalnej szkole, nieopłacanej tak ciężką kasą, taki wizerunek jest na razie marzeniem. Odległym. A takie coś jednak trzeba sfinansować i zrobią to jak zwykle podatnicy - albo bezpośrednio, przez czesne, komitety czy inne pierdoły, albo przez srodki na MEN. Pozostaje pytanie - ILE NAS TO WYNIESIE I KIEDY BĘDĄ EFEKTY?
Dario dnia 13 marca 2008
Wybaczcie, ale nie rozumiem, co prywatność szkoły ma tu do rzeczy? Jeśli pracujący tam nauczyciele wpadli na dobry pomysł, który można wprowadzić w życie w innych szkołach, to czemu go nie wykorzystać?
Początkowo chciałem napisać, że mimo wszytko troszkę ta historia naciągana, bo nie wspomnieliście, na czym ten cud nauczania polega, ale widzę, że dziennikarze GW też się o to nie pokusili.
doodge dnia 13 marca 2008
Znam tę szkołę i Panią Krajewską, to jest naprawdę świetna placówka.
A poza tym to ta fundacja jest non-profit i ona żadnych korzyści materialnych z tego nie czerpie…
Uczniowie są już zapisywani na 2011 rok, oni naprawdę nie potrzebują promocji…
mlaskus dnia 13 marca 2008
Dzieciaki w Europie już dawno rozpoczynają naukę w wieku 5-6 lat. Naprawdę im to w niczym nie przeszkadza. Tylko szkoła musi być bardziej przyjazna. Zresztą ja też rozpoczynałam szkołę jako 6-latka. Było super.Nigdy tego nie żałowałam. Zawsze miałam zapasowy rok, z którego nigdy nie skorzystałam. Nic złego się nie stało. Badania potwierdzają, że małe dzieci szybciej się uczą np. języków obcych niż starsze. Warto spróbować. Nauka przez zabawę to jeden z przyjemniejszych sposobów przyswajania wiedzy
roza dnia 13 marca 2008
Właśnie miałam napisać dokładnie to samo, co roza. Do 7 lat to właśnie czas, kiedy umysł dziecka jest najbardziej chłonny. Oczywiście, że program musi być dopasowany do wieku, nikt przecież nie chce, aby te dzieciaki uczyły się Pana Tadeusza na pamięć czy robiły zadania domowe przez godzinę dziennie!
Co do newsa to cóż, jeżeli rzeczywiście jest tak, jak mówi mlaskus, to nie przeszkadza mi to specjalnie, o ile używanie tego programu w tej konkretnej szkole nie było powodem, dla którego będzie wdrożony…
Rakel dnia 13 marca 2008
O ile mi dobrze wiadomo to to już od dawna się sztuką nazywa.
Faguss dnia 13 marca 2008
Eeeee tam, słabe. No, można się czepić tego, że prywatne i “swoje”, ale bez przesady, nic takiego się nie dzieje.
Spójrzmy prawdzie w oczy: nie ma się za bardzo czego czepić w PO. Po prostu PiS był parodią, a PO to jednak partia poważna. Nudno jest, ale za to normalnie (ale za to jak Jarosław Rajmundowicz już pieprznie jakimś tekstem, to normalnie…)
threepwood dnia 13 marca 2008
A nie mówiłem? “Spieprzaj Donaldu”.
cooba dnia 13 marca 2008
@roza & Rakel: całe zagrożenie kryje się właśnie w tym, że szkoła nie jest i nie będzie jeszcze długo przygotowana na przyjęcie maluchów. Nie miejcie złudzeń, nie będzie żadnych “dopasowanych programów”, przystosowanych pomieszczeń, braku zadań domowych, czy “nauki przez zabawę”:) Wprawdzie to już oftop, ale niech tam, o to chodziło w moim poście:)
Slawkas dnia 13 marca 2008
tak z innej beczki:]
http://www.pardon.pl/artykul/4245/lech_kaczynski_jako_prezydent_usa
tomiskl dnia 13 marca 2008
Jakoś mnie nie przekonałeś. Wiem, że dla dobra dzieci, trzeba to zrobić. Brakuje przedszkoli, Kobiety chcą i muszą pracować. Jest sporo likwidowanych szkół i wielu nauczycieli do wykorzystania. Szczególnie starsi nauczyciele, świetnie by się nadawali na sympatycznych “dziadków” dla maluchów. Naprawdę to się może udać. Rodzice jak zazwyczaj pomogą. To da szansę im i ich dzieciom. Warto spróbować
roza dnia 13 marca 2008
JKM bezczelnie klamie => http://www.youtube.com/watch?v=QduIG0b1vgc

zenobia dnia 14 marca 2008
Szkoła społeczna i szkoła prywatna to dwie różne rzeczy. I szkoły społeczne mają identyczne prawa, obiązki i programy jak szkoły samorządowe (bo obie są szkołami PUBLICZNYMI) i są równie dobrym miejscem na konfernecje, jak każde inne. Żadna fundacja lub stowarzyszenie prowadzące szkołę społeczną na tym nie zarabia ani grosza. A czesne w tych szkołach jest tylko dlatego, że w przeciwieństwie do szkół będących własnością samorządu, muszą płacić za swoje pomieszczenia czynsze, lub kredyty. Choć K. Hall to idiotka nieprzeciętna, to nie widzę w tym nic zdrożnego.
Andrzej dnia 15 marca 2008