Telefoniady ciąg dalszy
11 grudnia 2007 – 13:29Źródło: Onet
Piotr Piętak, którego przygody opisaliśmy w poprzednim wpisie, przekazał Onetowi swoje oświadczenie. Publikujemy co ciekawsze fragmenty tego tekstu, bez żadnej korekty.
Jednocześnie zadzwoniłem do mojej żony by we Francji nawiązała kontakt ze stowarzyszeniami informatycznymi, z którymi pozostawałem w kontakcie od wielu lat. Mieliśmy wspólnie pracować nad reformą naucznia informatyki w Polsce o czym zresztą rozmawiałem we wrześniu z min. Legutko. Moja żona spełniła moją prośbe i właśnie przy pomocy Internetu takie kontakty odnowiła.
Jak wiadomo, nawiązanie kontaktu z Francuzami przez internet najlepiej przeprowadzić przebywając we Francji - pakiety maja krótsza drogę do przebycia.
Wzywam ją [Piterę] jednocześnie by wskazała z jakich to ja przywileji władzy korzystałem, czy korzystanie z Internetu jest przywilejem? Zapowiadam jednoczenie, ze powołam do życia stowarzyszenie (apolityczne nie należe do PiS), które będzie kontrolowało przebieg akcji podejmowanych przez panią minister Pitere.
Wysyłanie na wakacje żony z własnym służbowym latopem i służbową kartą telefoniczną nie jest bynajmniej wykorzystywaniem przywilejów władzy, tylko poświęceniem. Powołania stowarzyszenia szkoda komentować.
Wszelkie tłumaczenia są zawodne – co z tym wielkiego, ze napisze iż mój laptop nie miał Antywirusa i przy każdym podłączeniu do Internetu mogł ściągać rzeczy całkiem przypadkowe. News jest news.
Mój laptop ma Antywirusa, więc na szczęście nie ściąga rzeczy całkiem przypadkowych, tylko trochę przypadkowe. Ciekawe, ile takich całkiem przypadkowych rzeczy można znaleźć na laptopie ministra. I jaką wywołają one sensację. Ale przynajmniej wiemy, skąd się tam wzięły.
29 odpowiedzi na “Telefoniady ciąg dalszy”
Dalej kombinuje jak koń pod górę. A zwalanie na żonę własnych obowiązków to… ręce opadają, po co on był w tym ministerstwie???
Dario dnia 11 grudnia 2007
Jak to po co? Dla takich właśnie apanaży…
Powtórzę raz jeszcze: dlaczego nie wprowadzić ustawy, że urzędnik zwraca z własnej kieszeni 100 procent tego, co przez niego stracił Skarb Państwa?
Łysakowski dnia 11 grudnia 2007
Czy ten pan mysli ze ludzie sa az takimi idiotami? Jego tlumaczenia nie przeszly by nawet w przedszkolu wsrod pieciolatkow.
devil dnia 11 grudnia 2007
Niesamowite!!! To tak jak moj antyk-wirus! Ten sciaga tylko pornole…ups, nawiazuje kontakty ze stowarzyszeniami informatycznymi ….o podobnych zainteresowaniach …. a ja sie tam ciesze
Jasiu dnia 11 grudnia 2007
No misio biedny o dialerach i innych formach zycia w necie plywajacych nie slyszal . Srednio ze dwie tego typu formy zycia kazdy wylapuje co tydzien na swoim kompie (pan minister musial miec kupe szczescia albo co bardziej pewne tony ignorancji by nie spotkac sie tego typu zjawiskiem (spyware , mallware etc.. )) . A porzadny avir kosztuje z 250 zeta a politycy jak wiadomo sa biedni i ich nie stac ! A druga sprawa to roaming jego pakietow danych co nie slyszaal ze to drogo kosztuje ?
Gawron dnia 11 grudnia 2007
Biedny ci on jest…umysłowo…
Byle opity żul potrafi się lepiej tłumaczyć przed posterunkowym!
Jak wiadomo,każda władza korumpuje,ale przekonanie o własnej bezkarnej wspaniałości pisiorów odmóżdżało totalnie.
Oby takich wypowiedzi więcej!
Odejdą szybciej,tam gdzie ich miejsce.
qadam dnia 11 grudnia 2007
100 % powiadasz - z czezgo sciagane ? z pozniejszej pensji ? Rozdzielnosc majatkowa zalatwi sprawe - podobnie jak teraz alimenciarze sie ukrywaja …
i ta praca spoleczna bedziem usial wlasnie owe braki wypracowac ;p - oko za oko ;p
Ja bym proponowal … prace spoleczne - bez wynagrosdzenia - za naduzycia
damador dnia 11 grudnia 2007
Jakim cudem facet się może tłumaczyć tym że na służbowym laptopie nie miał programu antywirusowego - to jakaś żenada, przecież na pewno jest jakaś firma z przetargu albo własne służby informatyczne, które powinny temu Panu zadbać o tego jego służbowego kompa ? No mózg mi staje w poprzek jak coś takiego słyszę…
Jacek dnia 11 grudnia 2007
no z “przywileji” to może nie korzystał. Sama nie wiem co to znaczy. Za to z przywilejów korzystał jak najbardziej.Jakie trzeba mieć wykształcenie, żeby zostać ministrem? Kiedy przeczytałam jego wynurzenia to chyba wystarczy podstawowe. Wiedzę o informatyce ma imponującą, inteligencję też.
kicia dnia 11 grudnia 2007
“Przepraszam raz jeszcze wszystkich w tym premiera Kaczyńskiego, premiera rządu w którym zasiadali sami uczciwi ludzie.”
Mioooodziooo
sirYanek dnia 11 grudnia 2007
No jak miał na lapku Linuksa to antywirus nie jest potrzebny, więc nie mógłby się tłumaczyć z dużych rachunków.
A jak miał Windowsa… u mnie na publicznym IP (neostrada) komp potrafił się zawirusować na twardo w pół minuty, jeśli nie był chroniony przez firewalla, a nawet jak był firewall, to antywirus przechwytywał parę wirusów miesięcznie.
Ale za głupotę trzeba płacić. Powinien wpaść komornik i zająć mu konto, furę i komórę. Może wtedy nauczyłby się odpowiedzialności za mienie.
A ciekawe ile tajnych przez poufnych danych z tego laptopa wyciekło…
vytah dnia 11 grudnia 2007
Ile jeszcze będzie durnej zabawy pt. “Nie zrobiłem, nie zrobiłem, no ale jednak zrobiłem, kiedy zrobiłem… ale to nieprawda, bo ONI zrobili to za mnie!”
Ręce opadają. Tłumaczenie na poziomie średnio rozgarniętego gimnazjalisty.
threepwood dnia 11 grudnia 2007
czyli niech sie dziadki nie bawia w zabawe gdzie sa za ciency ! Czyli net w szkolacH a net dla ministrow odciety (bachor sie czasem lepiej zna niz pam minister co mu dobrze)
Gawron dnia 11 grudnia 2007
Bardzo ciekawa wypowiedz viceministra, ze w rzadzie PiS byli sami uczciwi ludzie.
http://wiadomosci.onet.pl/1656186,11,wiceminister_jak_przyszedl_rachunek_to_pobladlem_ale_zaplace_go,item.html
Moze tak zaczniemy wyliczac tych “uczciwych” (inaczej) z podaniem przykladow uczciwosci? Pan mimister jest podrecznikowym przykladem uczciwosci, wykorzystujacym sluzbowy sprzet do celow prywatnych przez zone i syna w czasie zagranicznychwojazy.
lothian dnia 11 grudnia 2007
Najlepszy dowód, że Pan Były był prawdziwie kompetentnym ministrem…
doodge dnia 11 grudnia 2007
O motyla noga!
To ja, będący w sumie na początku drogi informatyk, wiem, że antywirusa można mieć bezpłatnego na komputerze domowym (np. Avast) albo też (jeżeli to jest komputer firmowy) trzeba go zwyczajnie ZAKUPIĆ.
Można też wybrać antywirusa COMODO, który jest bezpłatny również do użytku komercyjnego (tak samo jest z ich, wygrywającym wszelkie zestawienia firewallem, oferują też na tej samej zasadzie antimalware).
Nota bene firewall powinien razem z antywirusem tworzyć nieodłączną parę na każdym komputerze ( zwłaszcza desktopowym z systemem firmy m$)
classical_liberal dnia 11 grudnia 2007
@classical_liberal
Są trzy poziomy wtajemniczenia:
1. Nie mam antyvira/firewalla, bo nie wiem co to.
2. Mam antyvira i firewalla, żeby chronić się przed wirusami.
3. Nie mam antyvira/firewalla, bo wiem jak sobie bez nich poradzić. Raz na miesiąc sobie przeskanuję komputer.
Tak samo jak z długością/skomplikowaniem haseł.
1. Mam łatwe hasło, np. “fuckoff”.
2. Wiem, że są hakierzy, więc mam trudne hasło np. “f02fsf3#%$fsd$#%#$%”.
3. Wiem, że jak ktoś będzie bardzo chciał, to i tak złamie, więc mam całkiem łatwe hasło “fuck!0ff”. ;P
Nie to, że tego dotyczy istota artykułu (bo to, że ten pętak, to jakiś buc, to chyba nikt nie ma wątpliwości). Po prostu chciałbym zauważyć, że nie jest tak, jak tu niektórzy krzyczą, że para firewall+antywirus jest _niezbędna_.
Niezbędna to jest i owszem, u ludzi, którzy zielonego pojęcia o komputerach/informatyce nie mają. Wtedy należy im to siłą zainstalować i skonfigurować. Jak widać, “temu pętaku” tak trzeba było zrobić i zabrać wszystkie modemy/komórki, które sobie podłączał pod laptopa. ;>
Pozdrawiam wszystkich, w szczególności prowadzących stronę.
!Blob! dnia 11 grudnia 2007
@!Blob! ma tutaj sporo racji, ale ja nie o tym.
Moje pytanie jest inne. Czy ktoś się zastanowił dlaczego służbowy laptop ministra, na którym znajdują się niejawne( może nie tajne, ale nie ogólnodostępne dane różnego rodzaju) zostaje oddany do dyspozycji osobom postronnym?
eXter dnia 11 grudnia 2007
@!Blob!
generalnie OK,
ja też nie miałem kiedyś ani firewall ani antywirusa, aż do czasu, gdy ktoś za pomocą trojana wymazał mi bootsector twardego dysku,
teraz mam pełną kontrolę nad tym, co chce WEJŚĆ i co chce WYJŚĆ z mojego komputera,
podobnie jest z antywirusem, można bowiem trafić na prawdziwego wirusa (a nie trojana czy worma), który będzie na tyle “dowcipny”, że będzie podmieniał wszystkie pliki .EXE na swój kod
@eXter
zabezpieczenia prawdziwego służbowego notebooka powinny uniemożliwiać jego użytkowanie przez osobę inną niż właściciel, biometria i te sprawy,
u nas, jak widać, ciągle jesteśmy w przedszkolu, choć jak donoszą wieść z Wlk. Brytanii (zagubienie danych osobowych ludzi, bo urzędas wysłał dyski twarde zwykłą pocztą), u innych też idzie opornie informatyzacja
classical_liberal dnia 11 grudnia 2007
@!Blob!
W tym co napisałeś jest (tylko) trochę prawdy jednak takie ujęcie sprawy jest bardzo szkodliwe, bo daje wymówkę “ja nie instaluję ochrony bo tak się znam, że nie potrzebuję”. Prawda jest jednak taka, że każdy firewall+antywirus może wykorzystać. Ba, takie programy powstają w ZESPOŁACH programistów dlatego właśnie, że jedna osoba nie może wszystkiego opanować. Rozsądnie skonfigurowane mogą być przydatne nawet dla najbardziej zaawansowanych.
Moherfucker dnia 12 grudnia 2007
Nie dziwcie się, że w laptopie nie było programu antywirusowego (co przecież wydaje się być oczywistą oczywistością); czytałem niedawno wywiad z niejakim Sikorskim Radosławem, który mówił, że jak został ministrem obrony narodowej to jedną z pierwszych rzeczy które zrobił w ministerstwie było… wprowadzenie poczty elektronicznej. Swoją drogą ciekawe, jak korespondowaliśmy z NATO w sprawach jawnych? Gołębiem pocztowym? Czy może kaczką? “Long distance dick”, o pardon - “duck”.
Piotr dnia 12 grudnia 2007
W 2005 nie było tam poczty elektronicznej??? W czasach, kiedy prawie każdy dzieciak umie korzystać z netu, zanim skonczy dziesięć lat??? No to informatyzacja konieczna, na wczoraj! Tylko tym razem nie z pętakiem, ale z kimś kompetentnym i uczciwym…
Dario dnia 12 grudnia 2007
@classical_liberal, @Moherfucker
Jasne, po prostu trzeba wiedzieć na co się decyduje. Doskonale wiem, że kiedyś mogę się przejechać na swoim podejściu; dlatego mam backupy, dlatego skanuję sobie komputer raz na jakiś czas, itede, itepe. Z korzyści to mi wszystko szybciej działa i jest mi wygodniej. ;P
Natomiast większości, to trzeba instalować na siłę. I w ogóle robić cuda wianki, bo np. w firmach to już z tym jest masakra. ;]
!Blob! dnia 12 grudnia 2007
“przywileji” “co z tego wielkiego”….czy ten czlowiek na pewno skonczyl podstawowke? Znajomosc jezyka ojczystego na poziomie dwunastolatka. I to mial byc minister?
Hexe dnia 12 grudnia 2007
Niestety, jak mozna zauważyć, zachowano oryginalną pisownię, dzięki czemu jest tam więcej takich kwiatków, jak np. “zarządać” (nie od zarządzania, tylko żądania), “płaćić”, “Wzywam więc pania Piterą”, “zapłace, podejme, należe i inne podobne przypadki ignorowania literki ę” czy “co z tym wielkiego”. Toż to są szkolne błędy, których robienie to wstyd dla gimnazjalisty, a co dopiero dorosłego faceta, ministra. Poza tym rzeczywiście widać, jak bardzo nie zna się na komputerach - F7 w Wordzie i większości z tego można się pozbyć. Ech, po prostu dramat.
Dario dnia 12 grudnia 2007
Stara zasada “Płacz i płać”. To najlepiej wychowuje i uczy odpowiedzialności. Wreszcie pani Pitera wzięła się za weryfikowanie uczciwości posłów. Ja nikomu nie pożyczam mojego LAPIKA i KOMÓRKI chociaż są moją własnością. Laptop służbowy nie ma prawa zawierać plików nie związanych z pracą. Moi pracownicy odbierają rozmowy prywatne, ale sami nie dzwonią. Jeżeli jest taka potrzeba, zgłaszają to i płacą za rozmowę. Jest to normalne, uczciwe i przejrzyste. Wszyscy są równi, a nie cwani i cwańsi - jak p.Piętak.
roza dnia 12 grudnia 2007
@Dario
Ten Pan jest Wielkim Propagatorem Linux-a więc nie wymagaj od niego znajomości skrótów klawiszowych z programowania oferowanego przez M$ (choć chyba w Open Office też się tak wywołuje słownik).
A tym, że na służbowym komputerze miał zainstalowany ten system może świadczyć ten fragment oświadczenia, w którym pisze o braku zainstalowanego anty-vira. Linuxiarze uważają że taki soft jest im nie potrzeby bo na Linuxa nie piszę się wirusów (jeszcze?).
Chyba tylko handlowcy M$ mają teraz powody do otwierania szampana. Jak tylko ktoś im wymieni Linuxa jako alternatywę to zaraz będą mogli powiedzieć “słyszał Pan/Pani o Piętaku - o on używał Linuxa i jakie zrobił koszty”. Może po cichu wspomogą tego Pana finansowo?
golem_t dnia 12 grudnia 2007
To, że jest się propagatorem systemu na razie w Polsce niszowego nie uprawnia do dyletanctwa, jeśli chodzi o ten powszechny. Ale słownik by mu się przydał. Poza tym w tej sprawie i tak najważniejsze jest to, że rozpirzył ogromną kwotę, zrobił to głównie za pomocą rodziny której nieodpowiedzialnie powierzył sprzęt służbowy, a wisienką na szczycie tortu jest udawanie Greka i wykręcanie się od odpowiedzialności za to wszystko. Jesli w rządzie PiS zasiadali sami “tacy uczciwi” jak pan Pietak ludzie, to strach pomyslec, co jeszcze może wyjść na jaw…
Dario dnia 13 grudnia 2007
Witam, szukam prosto w oczy z donaldem tuskiem, robie spot anty-pis jesli ktos ma linka albo na dysku prosze o pomoc Speedy.0.1.2.3.4.5@gmail.com
wojtek dnia 13 grudnia 2007