Spokój i powaga
10 sierpnia 2007 – 10:41
Źródło: Gazeta
Od czasu do czasu piszemy o niezatapialnym marszałku województwa mazowieckiego, Adamie Struziku. Tym razem marszałek przyznał sobie i swoim najbliższym współpracownikom karty kredytowe z limitem 10 tys. zł. Co ciekawe, większość urzędów radzi sobie używając jednej karty do rezerwacji hoteli za granicą i opłacając z góry delegacje. Do czego więc potrzebne są karty marszałkowi i kolegom? Dyrektor generalny urzędu marszałkowskiego Waldemar Kuliński: “Wie pani, bo my, marszałkowie, często wyjeżdżamy w Polskę. W trakcie podróży służbowej możemy bez stresu kartą zapłacić za paliwo czy hotel. To ułatwia życie”. Robert Soszyński (PO), przewodniczący sejmiku mazowieckiego i burmistrz Mokotowa: “Muszę przyznać, że karta przydaje się bardzo. Jeśli idę do restauracji z delegacją z Rosji, to nie denerwuję się tym, czy starczy mi na obiad. Poza tym powiem szczerze: karta w portfelu dodaje mi powagi i mnie uspokaja”.
.com


19 odpowiedzi na “Spokój i powaga”
lol mnie tez by uspakajala karta z limitem 10 000 a tak musi mi wystarczyc na obiad 10 zl ale co mozna wojewodzie to ….
S.E.R dnia 10 sierpnia 2007
“Poza tym powiem szczerze: karta w portfelu dodaje mi powagi i mnie uspokaja”
To niech się dorobi prywatnej, łaps na publiczną kasę.
Moherfucker dnia 10 sierpnia 2007
No i jak takiemu nie jeb…
Shooler dnia 10 sierpnia 2007
Hmm… Smutne, że człowiekowi na tym stanowisku trzeba dodawać powagi za pomocą karty kredytowej…
doodge dnia 10 sierpnia 2007
“Wie pani, bo my, marszałkowie, często wyjeżdżamy w Polskę…” i wie pani, nie chcemy, aby potem żona dowiedziała się, że połowę miesięcznych zarobków wydaliśmy w burdelu.
Daniel dnia 10 sierpnia 2007
Nie powiem…. z ta powaga to chyba dowcip. Ale samo posiadanie “firmowej” karty kredytowej jest plusem. Wymaga ona jednak szeregu ograniczen i zasad uzytkowania wyrazonech pisemnie i na podstawie ktorych wszelkie przekroczenia byly by karalne. Powinna tez byc okreslona kwota maksimum na wydatki typu “obiad reprezentacyjny” i inne.
Ale to chyba jest tylko mozliwe w panstwie prawnym. Tutaj .. “popatrz Wladek … karte mi dali! Skoczmy na piwo!” …
Jasiu dnia 10 sierpnia 2007
No i wszystko jasne do czego służy władza w tym kraju. Do połechtania własnego ego - jestem lepszy niż ten cały plebs bo mam kartę z limitem 10 klocków.
Popieram Shooler’a - i jak takiemu nie jeb…
Remik dnia 10 sierpnia 2007
Cholera, ja mam kartę z limitem 15k, ale jakoś nie spieszy mi się jej wykorzystywać “do cna”, bo potem muszę to zapłacić z własnych, a taki marszałek to ma dobrze… No i jeszcze powagi mu dodaje.
Marcin dnia 10 sierpnia 2007
lol, nic nowego: pierdolnieci-usmiechnieci
drd dnia 10 sierpnia 2007
To ile te obiady kosztują, że kartę z limitem 10 tys. potrzebują, by się nie bać, że zabraknie?
ramzelsworld.blogspot.com dnia 10 sierpnia 2007
no to dalej głosujcie na socjalistów i złodziei [PO,PIS,LiS,LiD,SLD] i słuchajcie dalej takich super ciekawych niusów.
Ja tam głosuje na UPR, mam dość “opiekuńczego” państwa które opiekuje się tylko sobą.
bogaty.o dnia 10 sierpnia 2007
Szanowni Państwo! Nie przesadzajmy. To, że Ci ludzie dostali karty kredytowe i z takim limitem nie powinno być i nie jest sensacją.
Mój pracodawca (organizacja międzynarodowa z siedzibą w Brukseli) dała tym którzy podróżują służbowo (ok. 500 osób) karty Diners Club (teoretycznie bez limitu, praktycznie ok. 10 K Euro).
Karta służy do opłacania wydatków związanych z podróżami służbowymi, a każdy pracownik ma obowiązek skrupulatnego rozliczania się w ciągu 10 dni od powrotu z podróży.
Tak samo było w mojej poprzedniej pracy (dużej korporacji amerykańskiej). Dawanie pracownikom kart z wysokim limitem (i czasami innymi przywilejami, jak np. wstęp do saloników na lotniskach, pomoc medyczna, itp.) jest w świecie standardem.
Żałosne jest natomiast, że panowie radni widzą posiadanie karty jako jakąś nobilitacje, a ich szefowie jako możliwość do spowodowania nadużyć. Dowodzi to, że Wolska jest w tyle kilka dekad za resztą świata, a ludzie wybrani na urzędy państwowe cieszą się zabawkami typu karty kredytowe, komórki jak dzieci w piaskownicy.
Madroxin dnia 11 sierpnia 2007
Ale luzik, bogaty.o, przecież większość krytyków PiSu i reszty złodziejskiego towarzycha z tej strony poleci głosować na “liberalne” PO. Bo to liberały som, une, Panie, ooo! une liberalizm zrobiom
A UPR to oczywiście pomysły z księżyca. Jakże księżycowy jest pomysł, żeby zabronić wydawania takich kart kredytowych, prawda?
jesterrace dnia 11 sierpnia 2007
Jesterrace, to nie do końca tak z tymi kartami. Uważam się za liberała i karty takie są potrzebne. Jednak z wieloma zastrzeżeniami, by nie dochodziło to takich kuriozalnych sytuacji, że urzędnik uważa się za dowartościowanego lub by szastał pieniędzmi publicznymi.
Pamiętaj o jednym - taki karty są korzystne dla firmy (państwowej) czy urzędu. Niechybnie jednak potrzebne jest dobre nimi zarządzanie. Grace period powoduje, że urzędnik gdy potrzebuje to dysponuje pięniędzmi, które jeszcze nie wyszły z urzędu, kredyt w początkowej fazie jest za darmo.
Osobiście
Moherfucker dnia 11 sierpnia 2007
Czyli co, tworzymy najpierw Urząd ds. Wydawania Kart, następnie Urząd ds. Kontroli Wydatków, później Urząd ds. Nadzorowania Urzędu Kontrolującego itp. Już taniej wyjdzie, jak sie pozwoli tym, pożal się Boze, politykom zwyczajnie kraść.
Wg mnie można to zrobić łatwiej - zmniejszyć liczbę dyrektoro-generalno-urzędniczo-marszałków i reszty niepotrzebnego towarzycha, a reszcie podnieść uposażenia przy jednoczesnym zabraniu kart kredytowych, wyrównań za paliwo, komórki, obiadki itp. Niech sami płacą za wszystko ze swoich uczciwie (oby!) zarobionych pieniędzy.
jesterrace dnia 11 sierpnia 2007
Czepiacie się. No i co, z tego, że ma kartę kredytową z limitem 10k.
Ważne jest to, żeby karta wykorzystywana była wyłącznie w celach służbowych, a kontrolowanie wydatków z karty nie jest skomplikowane, a raczej nawet łatwiejsze niż jedynie na podstawie rachunków.
Marek dnia 11 sierpnia 2007
Jesterrace:
Zdecydowanie nie. Nic nie trzeba tworzyć, bo takie komórki już (niestety) istnieją i (niestety) muszą ustnieć. Żaden urząd nie jest w stanie obyć się bez kosztów reprezentacyjnych. Co innego z publiczną i urzędową kontrolą…
Karty mają te zalety, że pokrywają koszty, które i tak były ponoszone! A przy tym urzędnik nie płaci z własnej kieszeni (w końcu nie każdego stać) a urząd nie daje pieniędzy urzędnikowi do ręki. Karty mają też tę zaletę, że łatwiej (nieznacznie ale jednak) kontrolować wydatki, bo przepływy odbywają się bezgotówkowo i trochę trudniej podłożyć lewe faktury. Last but not least: karty kredytują wydatki. Urząd przez ok. 2 miesiące ma czas na zbadanie zasadności wydatków zanim za nie zapłaci.
Jestem zdecydowanym zwolennikiem kart, za to przeciwny podejściu typu “karta w portfelu dodaje mi powagi”.
Moherfucker dnia 11 sierpnia 2007
Jesterrace: tak, pomysły UPR są z kosmosu. Np. pomysł ograniczania komunikacji publicznej na rzecz indywidualnej (bo Ameryka tak robi) albo wolnego dostępu do broni (bo Ameryka tak robi). Dodam jeszcze, że Ameryka mimo doskonałych dróg ma ten sam co Polska współczynnik śmiertelności na drogach i najwyższy w cywilizowanym świecie współczynnik zabójstw.
Andrzej dnia 12 sierpnia 2007
Sam jestem zatrudniony w korporacji i dysponuje karta korporacyjna z dosc duzym limitem. I musze powiedziec, ze ta karta sie po prostu sprawdza. Czy to na delegacjach czy podczas innego rodzaju sytuacji. A kontrole i rozliczanie zalatwiono w bardzo prosty sposob - jest to karta korporacyjna, ktorej ja jestem wlascicielem, ja za nia odpowiadam i ja ja rozliczam. W firmie rozliczam tylko te wydatki, ktore sa firmowe i firma zwraca mi poniesione koszta. Wszystko inne musze pokryc z wlasnej, a nie firmowej, kieszeni. Wiec nie ma nawet mozliwosci, by zaplacic za prywatna rzecz z firmowych pieniedzy. Nie rozumiem wiec o co tyle halasu. Jedynie stwierdzenie o dodaniu powagi pokazuje, jak duzo brakuje nam jeszcze do rozwinietej pod tym wzgledem cywilizacji.
Adrian dnia 12 sierpnia 2007